Musimy przeprosić dawnych mędrców, czyli o utracie kontroli nad zdrowiem przyszłych pokoleń

Oczywiście i ja miałem możność brania udziału w nurcie „dobrze wyedukowanych” wyśmiewających mądrości i koncepcje czasów przeszłych. Pełny zachwyt nad osiągnięciami współczesnej nauki sprawia, że nietrudno oślepnąć na osiągnięcia wieków przeszłych. Jest tak, jakby za punkt honoru przyjęto dyskredytowanie wiedzy poprzedników. Moje twarde stanowisko („mądrość”) zaczęło rozmiękać pod wpływem obserwacji tego, jak szybko zmieniają się obecnie koncepcje. Często jest tak, że prawdy wyznawane przed kilku laty okazują się nieprawdą.

Przełom w moich przekonaniach dokonał się gdy zasiadłem nad lekturą podręczników medycyny napisanych przed 100 i więcej laty. Zdumiało mnie jak nadzwyczajne były umiejętności obserwacji i diagnozowania reprezentowane przez autorów tych prac.

Coraz bardziej ekscytuje mnie potwierdzanie trafności ich wniosków, które sprawdzają się w konfrontacji z najnowszymi wynikami badań w dziedzinach, w których, można powiedzieć, dopiero raczkujemy. W czasach antycznych przez wieki średnie aż do XIX wieku królowała koncepcja miazmatów ewentualnie skaz. Oznaczało to, że szkodliwości, których doświadczył człowiek przenoszą się na potomstwo. Dużą wagę przywiązywano w terapiach naturalnych (bo tak teraz możemy mówić o leczeniu przez całą historię medycyny aż po początek wieku XX) do chorób w rodzinie np. febry, gruźlicy, kiły itp., starając się wyleczyć chorego z tegoż miazmatu.

Nie bardzo mogłem pojąć na przykład koncepcję, że jeśli mężczyzna pije dużo alkoholu rodzą się mu nerwowe, nadpobudliwe i niestabilne emocjonalnie dzieci (teraz patrząc na wyczyny weekendowe widać, że raczej nie mamy szans na opanowane tej tendencji). Z kolei jeśli alkoholu nadużywa kobieta, pojawia się skłonność do rodzenia dzieci z wodogłowiem. Znamienne ma być to, że takie predyspozycje mogą przenosić się do następnych pokoleń. Wszytko to zaczyna znajdować potwierdzenie dzięki rozwojowi młodej nauki – epigenetyki. Za przykład może posłużyć zjawisko, że jeśli myszy poddamy działaniu DDT (preparat owadobójczy, który miał nie wykazywać żadnego szkodliwego działania na zwierzęta), u ich potomstwa doszło do pojawienia się patologicznej otyłości, szczególnie u myszy w 3 i 4 pokoleniu. Myszy porażone prądem powiązanym z jednoczesnym zapaleniem światła szybko się uczą tego związku przyczynowo-skutkowego. Okazuje się, że ich potomstwo dziedziczy takie doświadczenie, choć wcześniej nie miało konaktu z tym urazem. Czyli nie tylko dziedziczymy zasoby genetyczne, ale też programy otwarte lub zamknięte na łańcuchu DNA. Dzieje się to przez proces metylacji modyfikujący ekspresję genomu poprzez blokowanie określonych genów. Czyli obserwacje uczonych przeszłych wieków dotyczące skaz są prawdziwe. Należy więc odświeżyć koncepcje skazy tuberkulinowej – wpływ na następne pokolenia osób chorujących na gruźlicę, skazy syfilityczną – osoby chorujące na kiłę, skazy sykotycznej – osoby chorujące na rzerzączkę itp. Do tego nakładają się nowe skazy, sprowokowane przez mnogość chemii czy też wpływ promieniowania elektromagnetycznego. Nad tymi zagadnieniami pracuje obecnie epigenetyka. Tak więc nie możemy być bezpieczni (chodzi o następne pokolenia) wykonując badanie odnośnie szkodliwości jakiejś substancji konserwującej żywność, leku czy środka ochrony roślin. A także wpływów poza naszą kontrolą np. telefonii komórkowej, skażenia środowiska metalami ciężkimi i agresywnymi toksynami, permanentnym stresie itp. Te wpływy sprawiają, że przyszłość jawi się całkowicie nieprzewidywalna. Ja mam własne obserwacje dotyczące wpływów tej natury, o których wcześniej pisałem. Stres mamy, jakiego ona doświadcza w ciąży, wpływa na dziecko, zwiększając ryzyko atopowego zaplenia skóry. W tym lub dalszych pokoleniach może dawać skłonności do astmy.

Przyszłość jawi się nam interesująco i możliwe, że słowo „zdrowy” zniknie z naszego słownika podobnie jak z polszczyzny podczas rozbiorów, znikło słowo „nawidzieć”, a pozostało przeciwieństwo, czyli „nienawidzieć”.

Reklamy
Opublikowano zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Brak opozycji to zbiorowe szaleństwo, czyli o hipnotycznym zachwycie nad witaminą D3

Nie będzie tu o polityce, lecz w pewnym sensie o prawdach naszego życia. Cokolwiek byśmy nie robili zawsze znajdą się ludzie przeciwni temu, mający odmienne zdanie, czyli stojący w opozycji. Jest to właściwe, gdyż spełnia zasadę weryfikacji, i w pewnym zakresie stanowi element kontroli chroniący  społeczeństwa przed zagalopowaniem się w niewłaściwe rewiry. Tak więc opozycja jest nieprzyjemna, ale konieczna dla szeroko rozumianego zachowania równowagi (bezpieczeństwa). Dlatego też chcę tu dotknąć zagadnień dotyczących zdrowia, dla mnie niepokojących, gdyż nie zauważam istnienia opozycji.

Mam wrażenie, że w kwestii zasadności przyjmowania witaminy D3 nie ma przeciwników. Przedstawiciele medycyny akademickiej, a także wszelkich nurtów określanych jako terapie naturalne są zgodni, że jest to właściwe, często prześcigając się w wielkości dawek. Skądinąd słuszna droga, ale nie do końca – mając wątpliwości znalazłem się na na miejscu umiarkowanej opozycji. Chcę więc przybliżyć moje wątpliwości i poglądy na ten temat, a także wyjaśnić dlaczego podchodzę do zagadnień związanych z dobrodziejstwami stosowania witaminy D3 z pewną rezerwą.

Witamina D3 ma za zadanie między innymi regulować procesy kostnienia (kształtowania kości). Najbardziej istotną cechą układu kostnego jest to, że kość to jedyny narząd, który wskazuje na nasz wiek, nie da się go odmłodzić. Natomiast świetnie daje się go postarzyć. Stąd zalecam ostrożność w stosowaniu witaminy D3, gdyż jest dobrym środkiem do osiągnięcia tego celu.

Proces starzenia jest kuszący, ponieważ jest związany z rozszerzaniem się świadomości. Zatrucie ołowiem może dawać objawy pokrewne zatruciu witaminą D3, między innymi postarza. Chorobę polegającą na gwałtownie przebiegających procesach starzenia (np. 8-latek ma organizm 70-latka) nazwano morbus saturnalis, od planety Saturn, której starożytni i mniej starożytni alchemicy przypisywali związek z ołowiem.

Z drugiej strony uważa się, że zjawisko osteoporozy jest nieuniknionym elementem starzenia. Na pierwszy rzut oka jest to oczywiste! Okazuje się, że nie do końca, ponieważ są badania mówiące, że to właśnie osteoporoza bardzo przyspiesza proces starzenia, a cierpiących z jej powodu panów w średnim wieku skutecznie pozbawia radości życia powodując impotencję. Prawdziwa przyczyna osteoporozy jest zjawiskiem złożonym i składają się na nią liczne czynniki np. fosforany w diecie (wędliny, napoje rozpuszczalne – kawa, kakao itp.), niedobory pełnowartościowego białka, permanentna wegetacja fotelowo-kanapowa. Dotyczy to także foteli samochodowych i, co niespodziewane, dotyka rowerzystów- ludzi uprawiających sport także na kanapie (siodełku). Obok zaburzonej aktywności fizycznej najistotniejszy wydaje się być brak ekspozycji na światło słoneczne. Ten ostatni czynnik to nie tylko pasmo UV, jak zwykło się przyjmować. Nie mniej ważna jest pozostała część spektrum światła słonecznego.

Uważam, że całe to zamieszanie związane z witaminą D3 (hipnotyczny zachwyt), jest spowodowane nieuwzględnianiem jednego z najbardziej istotnych czynników regulujących jakim jest światło. Stosując duże dawki witaminy D3 próbujemy zgrabnie skompensować zaburzenia wywołane niewystarczającą ekspozycją na jego wpływ. Od początku swego istnienia ludzkość charakteryzowała się tym, że znakomitą większość czasu spędzano na świeżym powietrzu. Natomiast ostatnie 20 lat sprawiło, że zmienił się zasadniczo styl życia ludzi. Pojawił się nieznany wcześniej trend społeczny określany jako „indor generation”. Tak więc obecnie praktycznie wszyscy przebywają w pomieszczeniach (domu, szkole, pracy), gdyż urządzenia elektroniczne wypełniają większość czasu wolnego, zaspokajając też naturalną potrzebę kontaktu z innymi ludźmi. Wcześniej karą dla młodzieży był zakaz opuszczania mieszkania. Obecnie na odwrót, karą może być żądanie opuszczenia pomieszczeń zamkniętych. Mój syn zgrabnie wytłumaczył to zjawisko, podając jako przyczynę, że na zewnątrz brak gniazdek zasilających laptopy. (Stąd apel o ujawnienie przełomowego wynalazku Nicola Tesli, dotyczącego bezprzewodowego zasilania laptopów!) Cierpimy z powodu braku ekspozycji na światło słoneczne, przed którym skutecznie chronią nas także ubrania.  Są badania, które wykazują, że podczas naświetlania fotony są przechwytywanie przez DNA po czym wypromieniowywanie jako światło spójne (tak jak w laserach), co jest ważnym elementem regulującym całą przemianę materii, a szczególnie procesy formowania kości. Tłumaczy to korzyści terapii laserem, które na pierwszy rzut oka wydawały się mi przereklamowane.

Są przecieki, że w miejscu gdzie zagrożenie osteoporozą jest największe z możliwych (tj. na stacjach kosmicznych), udaje się w sprytny sposób zapobiegać mu poprzez naświetlanie ciała odpowiednio dobranym światłem widzialnym.

Moje wątpliwości odnośnie beztroskiego ordynowania dużych dawek witaminy D3 mają charakter bardzo praktyczny. Gdy startowałem w zawodzie lekarza normą było zarastanie ciemiączka u niemowląt w wieku 18 miesięcy. Obecnie rzadko daje się zobaczyć roczne dziecko nie mające zarośniętego ciemiączka. Co prawda permanentnie poza zainteresowaniem nauki jest to, czemu służy ciemiączko, lecz obawiam się, że gdy zbyt wcześnie zarośnie, to człowiek nie będzie mądry (bo może mieć za ciasno w głowie). Natomiast wielokrotnie zauważałem, że przy dużych dawkach witaminy D3 małe dzieci miały zaburzenia snu – cierpiały na bezsenność, ku rozpaczy rodziców bo i oni z konieczności mieli zaburzenia snu.

Ze względu na to, że poglądy naukowe zmieniają się całkowicie średnio co 5 – 7 lat,  istnieje szansa, że wkrótce nie będę czuł się osamotniony. Oczekuję więc, że ponownie wróci przekonanie, że witaminy rozpuszczalne w tłuszczach z łatwością można przedawkować. Tak uważano jeszcze nie tak dawno temu.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , | Dodaj komentarz

Diety skuteczne do bólu.

W historii swojego życia dietetycznego przez ponad 20 lat byłem jaroszem. Przed 30 laty w kraju wieprzowiny uchodziło to za dziwactwo. Było to poważne utrudnienie w życiu gdyż posiłki w zasadzie wyłącznie jadano w domach. Z tej przyczyny następnego dnia po ślubie moja żona otrzymała od swojej babci w prezencie książkę z lat 20 XX wieku po tytułem „Kuchnia Jarska” pana Czarnoty. O ile pamiętam było to 18 wydanie książki napisanej na przełomie XIX i XX wieku, czyli niewiele ponad 100 lat temu. Oprócz tego, że przepisy były właściwe dla kuchni dworskiej, np. weź 40 jaj (co nie było wówczas dużo), to były również nadzwyczaj trudne do rozszyfrowania. Np. trzeba było ustalić co to jest kwarta. Poza tym autor nie pisał rzeczy oczywistych (w tamtych czasach) a zupełnie nie oczywistych w naszych. Wiele przepisów moja żona rozpracowała intuicyjnie. Muszę przyznać, że właśnie z tej książki pochodzi przepis najsmaczniejszej potrawy jaką jadłem w życiu, przygotowanej z korzenia selera.

Teraz przyjrzyjmy się przepisom leczniczym z czasów przeszłych. Np. bardzo modne są zalecenia Hildegardy z Bingen. W oparciu o jej prace pojawiło się dużo suplementów i zasad postępowania prozdrowotnego. Jednakże obawiam się, że nie mamy do końca pojęcia o czym ona mówiła ze względu na to, że oczywistości z tamtych czasów nie przetrwały do dnia dzisiejszego i przepisy możemy rozumieć opacznie.

Chcę teraz opisać wiosenny, jednakże bolesny eksperyment, który przeprowadziliśmy rodzinnie. Opierając się na bogatych informacjach dostępnych w internecie, postanowiliśmy przetestować zbawienne dla zdrowia działanie podagrycznika. Bez większych problemów można dotrzeć do informacji, że był to znakomity środek na napady dny moczanowej (czyli detoksykujący). Uważamy przy tym, że obecnie dna jest względnie częstym schorzeniem, jednakże łatwym do przeoczenia, ponieważ choroba nie atakuje jak kiedyś palucha na stopie, lecz najczęściej dotyczy innych stawów. Spowodowane jest to tym, że nie prowadzimy tak aktywnego ruchowo trybu życia jak kiedyś, więc w każdym stawie może wytrącać się kwas moczowy. Dawniej, przy zazwyczaj bardzo aktywnym trybie życia, stopa pozostawała miejscem najtrudniejszym do detoksykacji, stąd lokalizacja dolegliwości.

Ageopodium podagraria

Ageopodium podagraria czyli podagrycznik

Przeprowadziliśmy więc kurację polegającą na zjedzeniu potrawy z podagrycznikiem. Ku naszemu zdziwieniu całkiem zresztą smacznej, gdyż roślina ta jest krewną selera. W rezultacie tego na następny dzień wszyscy uskarżali się na bóle stawowe, nawet osoby, które nigdy wcześniej nie miały takich doświadczeń.

Jaki z tego wniosek?

-Może być tak, że ludzie w wiekach przeszłych cierpieli na wiosnę z powodu braku nowalijek, zajadali się podagrycznikiem, a niektórzy z nich mieli napady dny czyli podagry, stąd nazwa.

-Może być tak, że ludzie prowadzący bardzo aktywny tryb życia rzeczywiście się detoksykowali i ustępowały napady dny, co nie ma za bardzo zastosowania w obecnym, relaksującym się za kierownicą pokoleniu.

-Może być tak, że zanikła wiedza o ziołolecznictwie i zioła, które podświadomie uważamy za słabo działające, stosujemy w zbyt dużych dawkach, za co musimy zapłacić cierpieniem.

-Jest na pewno tak, że z pogardą patrzymy na terapie wieków przeszłych, zdradzając tym samym własną ciemnotę w tym zakresie, gdyż nie powinniśmy zajmować stanowiska w sprawach, których nie zbadaliśmy lub po prostu się nie znamy, za którymi kryły się doświadczenia zdobywane przez tysiące lat.

Na koniec – jeśli jesteśmy sami tacy mądrzy, to nie możliwe byśmy mieli głupich przodków.

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , | 1 komentarz

Sen jest dla słabych, czyli jak zapomnieć o bożym świecie.

 

Badania nad snem wydobywają na światło dziennie coraz ciekawsze rewelacje. Wyniki ostatnich poszukiwań są na tyle ważne, że zasadniczo wpłynęły na moje podejście do snu. Zatem chcę się tymi wiadomościami podzielić.

      Jak wcześniej o tym pisałem, zaskoczeniem dla naukowców było to, że podczas snu mózgjest bardziej aktywny niż w stanie czuwania (może tu jest rozwiązanie tajemnicylenistwa – na tyle spracowaliśmy się podczas snu, że na jawie jesteśmy wyczerpani i niezdolni do działania). Potwierdzono wielokrotnie, że właśnie sen najdoskonalej utrwala to, czego się w danym momencie uczyliśmy. Szczególnie łatwo daje się to zauważyć u niemowląt, które po wyuczeniu jakiejś czynności pójdą spać i przyswajają tą czynność. Z kolei te, które baraszkują do wieczora na następny dzień nic z nauk nie pamiętają. Wniosek z tego taki, że drzemka w ciągu dnia może w istotny sposób poprawić nasze możliwości intelektualne i pamięć.

     W czasach antycznych niczym osobliwym nie było to, że ktoś znał całe dzieło literackie na pamięć. Odyseja czy Iliada zostały spisane kilkaset lat po powstaniu. Pamięć była podstawowym sposobem utrzymania wiedzy i informacji, gdyż problematycznym było posiadanie zarówno czegoś co pisze, jak i czegoś na czym wybrany tekst zapisywano. Oczywiście znakomita większość ludzi była niepiśmienna i nieświadoma, że „najkrótszy ołówek jest dłuższy niż najlepsza pamięć”. Konieczność wymuszała na ludziach sprawne używania pamięci. Obecnie to się zmieniło, gdyż mamy niesamowitą możliwość zapisywania informacji. Ten tekst podyktowałem komputerowi. Do tego burzliwie rozwijająca się sztuczna inteligencja wkrótce będzie się zajmować szeroko rozumianą korektą tekstu lub wrzuci go do kosza uznając, że to bzdury. Technologia w pewnym sensie doprowadza do zaprzepaszczenia naszych możliwości. Wszystko jest związane z ekonomią funkcjonowania mózgu. Otóż funkcje myślenia i zapamiętywania wymagają zdecydowanie wyższych nakładów energii, więc mózg, na ile to możliwe, wybiera drogę nawyków. Nawyki nie wymagają praktycznie żadnych większych nakładów energii. I to jest OK, gdyż bardzo usprawnia funkcjonowanie w świecie.

Problem zaczyna się wówczas, gdy na bieżąco nie pamiętamy zadań, które chcemy wykonać. Zaczyna to nam i otoczeniu przeszkadzać w życiu. Cechą naszych czasów jest, że coraz więcej osób ma problemy z pamięcią i koncentracją. Jest coraz więcej dowodów na to, że przyczyną są zaburzenie snu. Polegają one nie tylko na zaburzonych fazach snu, ale także permanentnym skróceniem czasu jaki poświęcamy na sen. Statystycznie rzecz biorąc współcześnie śpimy około 7 godzin na dobę. Znaczny procent aktywnych ludzi śpi 6 i mniej godzin na dobę. Nie napawa to optymizmem, jeśli porównamy z powszechnymi zwyczajami sprzed 100 lat. Wówczas przeciętna osoba spała najmniej 9 godzin.

Powyższe obserwacje były dla mnie na tyle poruszające, że obecnie usilnie staram się spać co najmniej 8 godzin. To znacząco więcej niż było dotychczas. I nie chodzi tu tylko o zdrowe zwyczaje przodków sprawiające, że do późnej starości cieszyli się świetną pamięcią, co jeszcze jeden aspekt ostatnio odkryty a ściśle powiązany z tymi zagadnieniami. Jak wiemy przyczyną choroby Alzheimera jest nagromadzenie się patologicznych złogów białka w mózgu określanych jako amyloidy. Złogi amyloidów mogą się pojawiać w różnych narządach powodując ich destrukcję i chorobę zwyrodnieniową zwaną skrobiawicą. Amyloid nie ma dobrej prasy w świecie lekarskim (raczej wyjątkowo niedobrą). Dlatego w moim przypadku wyjątkowo mocnym wstrząsem było odkrycie, że ilość amyloidu w mózgu narasta w ciągu aktywności dziennej i znika podczas snu. Jeśli śpimy zbyt krótko, proces usuwania amyloidu nie dokona się w pełni, a skutki jego gromadzenia to postępująca destrukcja. Skutkuje to postępującym osłabieniem sprawności mózgu aż po chorobę Alzheimera.

Zasiadając przed monitorem komputera, konsoli, czy też zerkając na ekran smartfona tracimy poczucie upływającego czasu, gdyż zawsze dążymy do czegoś ekscytującego. W przeszłości ludzie czasami tak się nudzili, że rozpacz brała. Teraz to niemożliwe – mamy smartfony. Ekscytująca gra czy portal społecznościowy może nam zabrać większość czasu przewidzianego zgodnie z prawami natury na sen. Ulegając w zmaganiach z pokusą zarwania nocy, możemy dojść do autoironicznego stwierdzenia „sen należy do słabych”.

Po jakimś czasie można dosłownie i na zawsze zapomnieć o bożym świecie.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Co łączy otyłość z przebiegłym uwodzeniem dziewcząt.

       Żyjemy w świecie bogatym w coraz bardziej wyrafinowane toksyny.  Nawet w niewielkim stopniu nie zdajemy sobie sprawy jak mogą one wpływać na nasze odczucia, decyzje, zachowanie.  Tak więc, kumulując się w naszym ciele mogą skutkować niespodziewanymi reakcjami.  Ostatnio w centrum uwagi mam problem oddziaływania antymonu na człowieka. Pierwiastkiem tym jestem zafascynowany już od 14 roku życia. Wówczas dowiedziałem się o jego nadzwyczajnym działaniu leczniczym. Wyczytałem, że w XVI wieku obowiązywała zupełnie odmienna koncepcja medycyny.  Leczenie powinno być skuteczne a leki ekonomiczne. Antymon spełniał wszystkie te oczekiwania. Tabletka (kulka) z antymonu po połknięciu u osób wrażliwych i tego potrzebujących (nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu) powodowała natychmiastowe wymioty.  Z kolei u osób z chronicznym zaparciem skutkowała gwałtowną biegunką. Po zabiegu terapeutycznym sięgano po patyczek, by wygrzebać z wydalonej (w taki czy inny sposób) treści cenną tabletkę. Po umyciu lub wytarciu nadawała się do ponownego użycia. Nie bez przesady można uznać, że był to środek lecznicy wielopokoleniowy. Fascynujące!

Przejdźmy teraz do przebiegłego uwodzenia  dziewcząt. Opiszę tu metodę chętnie stosowaną na zachodzie Europy przez zdeterminowanych i przebiegłych osobników płci męskiej.  Było to w czasach czasach, gdy dziewczęta nie nosiły bielizny. Zbierali oni chrząszcze omomiłki, pozbawiali je życia, po czym suszyli i ucierali w drobny pył. Przed zabawą taneczną rozsypywali ów pył w miejscu gdzie odbywała się zabawa. Podczas tańców z przytupywaniem pył unosił się do góry (pod suknie) i osiadał na intymnych częściach ciała dziewcząt. Powodował tamże podrażnienie i delikatne palenie. Nieświadome podstępu dziewczęta czując ten niezwykły objaw siłą rzeczy koncentrowały uwagę na tej ważnej części ciała, ostatecznie w swej niewinności dochodząc do wniosku, że jest to pobudzenie seksualne z powodu partnera w tańcu. To przekonanie zapewniało przychylność dziewczęcia i ułatwiało szelmie osiągnięcie zamierzonego celu. W każdym razie podrażnienie ciała sprawia, że mniej lub bardziej świadomie chcemy temu zaradzić.

Wróćmy z powrotem do antymonu. Badając jego poziom w organizmie zauważyliśmy ciekawą (prawdę mówiąc dla ofiar tegoż – nieciekawą) korelację,  że osoby z uroczą nadwagą i niepohamowanym apetytem są zazwyczaj podtrute antymonem. Nie jest go na tyle dużo, by powodować wymioty i biegunkę, ale wystarczająco, by drażnić żołądek powodując nieustającą potrzebę przyjemnego jego zapełniania (podobnie było tymi chrząszczami).   W każdym razie  można powiedzieć,   że dolegliwości brzuszne zmniejszją podczas jedzenia. Ponieważ zatrucie antymonem ma charakter przewlekły doprowadza to do otyłości.   Przeprowadziliśmy małe śledztwo, skąd ten antymon. Okazuje się, że jego źródłem jest woda i żywność trzymana w plastikowych opakowaniach. Antymon jest katalizatorem reakcji polimeryzacji stosowanym przy produkcji opakowań z tworzyw sztucznych.

Zapamiętały badacz powinien teraz sprawdzić, jakie katalizatory są używane przy produkcji przędzy do bielizny damskiej. Może jakieś dobrodziejstwa są w zasięgu ręki.

 

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Król toksyn mineralnych. Przekleństwo kadmu.

Poszukując przyczyn barier zdrowienia a także szerzącej się epidemii obniżonej płodności, zaczęliśmy respektować rujnujące zdrowie działanie metali ciężkich. Mimo że dość powszechnie zauważa się toksyczność rtęci czy ołowiu, to wydaje się, że najbardziej podstępne może być oddziaływanie kadmu. Znalazłem nawet opinię, że arszenik w porównaniu kadmem może być traktowany jako „odżywka”. Tylko radioaktywny uran może być gorszy. Obserwując skutki intoksykacji kadmem muszę potwierdzić, że jest w tym sporo prawdy. Warto przestać ignorować narastające niebezpieczeństwo.

Mimo że kadm jest pierwiastkiem o stosunkowo niskim udziale w budowie skorupy ziemskiej (stanowi 0,00005% jej masy), ma jednak znaczący wpływ na zdrowie człowieka. Jest częstym składnikiem utwardzającym stopy metali. Znaczące ilości kadmu uwalniają się z ruchomych części samochodów. Potwierdza to szybko rosnący jego poziom w glebie im bliżej do szlaków komunikacyjnych. A także uwalnia się w znaczącej ilości przy spalaniu węgla kamiennego.

Kadm podstępnie obezwładnia nasze myślenie, otępia, gasi aktywność odzierając nas z energii. Rabunek energii (ATP) niszczy podstawy procesów życiowych i jeśli nie zaczniemy temu przeciwdziałać, zupełnie rujnuje zdrowie. Kadm obok własnego działania toksycznego bardzo szybko wypiera z organizmu cynk, żelazo, miedź i magnez. Tracimy przez to zarówno odporność immunologiczną, co i stabilność emocjonalną. Zmiany te przebiegają podstępnie i mogą nas wprowadzić w błąd odnośnie przyczyny. Na przykład może się zdarzyć, że u młodzieży dochodzi do zachowań o charakterze depresyjnym czy też niestabilności emocjonalnej znacznego stopnia. Może się to przejawiać w postaci oporności na wszelkiego rodzaju argumenty, pasywności czy zamknięciu się na kontakty i relacje z innymi. Identyfikujemy to jako problemy związane z trudnym okresem dojrzewania. Wszystkie te objawy mogą być związane z zatruciem kadmem. W takiej sytuacji już w 2-3 tygodniu po uzupełnieniu niedoborów wypieranych przez kadm metali możemy doświadczyć cudownej przemiany osobowości. Problematyczne zachowanie często ustępuje bez śladu. Nie znaczy to jednak, że kadmu już nie ma. Jego usunięcie to wieloletnia praca.

Kadm hamując wytwarzanie związków wysokoenergetycznych boleśnie dotyka osoby czynne zawodowo. Pozbawia sił i sprawia, że zamiast walczyć o lepsze jutro przechodzimy na program przetrwania. Brak związków wysokoenergetycznych skutkuje upośledzeniem procesów naprawczych w tkankach, prowadząc do przyśpieszenia procesów starzenia poprzez stopniowe wyrodnienie tkanek. Finalnie stwarza to ryzyko zainicjowania choroby nowotworowej, szczególnie raka prostaty.

Kadm kumuluje się w trzustce dając objawy przewlekłych lub nawracających bóli brzucha, a przy nasileniu objawów wymioty. Mogą go mieć w nadmiarze chorzy bezskutecznie starający się poprawić stan swojego przewodu pokarmowego chcąc uwolnić się od bóli i krwawienia. Gromadzi się także w nerkach, co też nie napawa optymizmem.

Przykre jest to, że jako metal o niskiej masie cząsteczkowej kadm jest nadzwyczaj mobilny. W odróżnieniu od przyciężkawego i statecznego ołowiu, który rzadko wnika poniżej 20 centymetrów w głąb gruntu (przy drogach), kadm posiada niewiarygodną wręcz zdolność migracji, także do organizmów żywych. Dostając się tam pozostaje na długo. Można powiedzieć, że staje się rekordzistą w zasiedziałości. Jego okres półtrwania w organizmie człowieka to 16-30 lat. Dlatego ważne jest orientowanie się, w jakich produktach kumuluje się kadm i z jakiego kraju produkty niosą takie zagrożenie. Są rejony, gdzie jest go stosunkowo dużo w glebie. Należy unikać ziemniaków uprawianych przy drogach lub w rejonach przemysłowych. Nie bez grzechu jest też sałata. Za tymi roślinami kryje się większość intoksykacji kadmem w Polsce.

Mam w szufladzie masę „ekologicznych” ogniw niklowo-kadmowych. Jeśli wyrzucę je do kosza lub gdziekolwiek to będzie oznaczało, że rzuciłem współczesne przekleństwo. Jest dla mnie zdumiewające jak świat się zmienił.

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kuracje detoksykujące nie mają już większego sensu

Przemysł nigdy nie zrezygnuje z „dobrodziejstw” stosowania w procesie produkcji metali ciężkich. Każdego dnia tysiące ton szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych dla nas metali i substancji opuszcza fabryki jako część składowa produktów. W ten sposób tracimy często wszelką kontrolę nad rozprzestrzenianiem się w otaczającym nas świecie niebezpiecznych metali takich jak rtęć, ołów, kadm czy równie lekkie co podstępne aluminium, gdyż nie zdajemy sobie sprawy z obecności takich składników. To są setki tysięcy ton ołowiu, kadmu, rtęci i temu podobnych toksyn wnikających w bezpośrednie sąsiedztwo człowieka.

Nie jesteśmy o tych zagrożeniach w pełni informowani, dlatego też nie doceniamy wagi problemu. Ze względu na to, że skażenie środowiska niebezpiecznymi substancjami jest już oczywiste, oswajamy się z tym i bagatelizujemy zagrożenia. Większością zagrożeń nikt specjalnie się nie interesuje, a właśnie ich wpływ może decydować o naszym zdrowiu. Za przykład może nam posłużyć problem pyłu uwalnianego z klocków  hamulców samochodowych podczas hamowania. Jest oczywiste, że używane są nagminnie w miastach (gdzie też zaludnienie jest największe). Hamowanie uwalnia pył tak drobny, że bez większego trudu dostaje się także do naszych mieszkań. Podczas oddychania dostaje się do pęcherzyków płucnych, skąd nie ma drogi odwrotu. Jego składowe zostają lub przenikają do krwi. W ten sposób nasze ciało jest „wzbogacane” o składniki, z których zrobiono klocki hamulcowe. Ma więc duże znaczenie, czym nas się w ten sposób „wzbogaca”. A było czym, skoro obecnie wprowadzono zakaz używania do ich produkcji kadmu, rtęci, antymonu, ołowiu i azbestu (w przyszłości także miedzi). Tragiczne jest to, że bardziej nas rusza miejski pył osiadający na futrynach, szybach i parapetach niż to, że takie powietrze nieustannie filtrujemy naszymi płucami.

O zdrowiu i długowieczności współczesnego człowieka decyduje zdolność do usuwania wszelkiego rodzaju skażeń i toksyn. Obecny masowy napływ różnego rodzaju szkodliwych substancji sprawia, że nie tyle ma sens podejmowanie kuracji oczyszczających, co zmiana stylu życia. Zmiana na taki, w którym stale mamy na uwadze blokowanie napływu toksyn, szczególnie też uwzględniając poprawę funkcji metabolicznych za to odpowiadających. To już nie są krótkotrwałe kuracje detoksykujące, to nowy styl życia.

Pojawiła się konieczność podejścia do zagadnienia w sposób dużo szerszy niż w ujęciu indywidualnym. Stale narasta skażenie gleby metalami ciężkimi. Źródeł tego jest mnogość. Z powietrza poprzez dymy, poprzez unoszący się pył ze ścierających się części ruchomych pojazdów, nawozy i środki ochrony roślin, wodę. W każdym razie źródła są niezliczone. Wszystko to kumuluje się w glebie i łatwo przenika do roślin, po czym ulega koncentracji w ciele karmiących się nimi zwierząt czy też w nas samych spożywających płody rolne.

Uciekamy od nadmiernie skażonej żywności w kierunku nabywania certyfikowanych produktów ekologicznych, czy też samodzielnie uprawiamy ogrody. To nie wystarczy. Musimy czynnie pozbywać się toksycznych metali z gleby. Pomocna jest nam w tym przyroda. Tak więc skażoną ołowiem ziemię możemy oczyszczać uprawiając Rajgras wyniosły. Jest to roślina hiperakumulująca ołów. Zabieramy ją z pola i składujemy w miejscach, które raczej nigdy nie będą planowane do uprawy. Kadmu możemy pozbywać się poprzez uprawę znanego chwastu – Tobołków polnych, postępując podobnie jak z Rajgrasem.

Wygląda na to, że niedługo doświadczymy w rolnictwie (najpierw ekologicznym) nowej wersji trójpolówki, gdzie raz na 3 lata będzie zasiew takiej czy innej rośliny hiperakumulującej metale.

Całe szczęście, że z wiekiem tracę włosy na głowie. Zawsze mi się jeżyły jak widziałem ludzi, którzy biegają z opryskiwaczem, opryskując herbicydami chodniczki z nienawiścią do koloru zielonego. Niedługo nikt nie zarzuci mi, że chodzę nieuczesany.

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz