Dlaczego autyzm jest nieuleczalny.

Od wielu lat zmagam się z problemem natury technicznej. Próbuję wykręcić wkręt z deski za pomocą klucza oczkowego 10-tki. Podejmuję działania, które niewątpliwie kosztują dużo sił i czasu. Dotychczas nie udało mi się tego zrobić, tak więc w mojej głowie zaczyna się tlić przekonanie, że wkręt raz wkręcony w deskę jest „niewykręcalny”. Po kilku latach starań i doświadczeń automatycznie stałem się ekspertem w dziedzinie wykręcania wkrętu za pomocą klucza oczkowego 10-tki. Wszystkim w koło oznajmiam, że wkręt w desce z natury rzeczy jest nie do usunięcia, a wszelkie starania najwyżej złagodzą nasze cierpienia spowodowane męczącym widokiem ułomnej deski, bo z wkrętem.

Dotarliśmy do ciekawego momentu rozwoju umiejętności ludzkich, a w następstwie kumulacji chorób nieuleczalnych.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Naturalne podstawy kłamstwa. Potęga myślenia.

     Kłamstwo jest powszechne w przyrodzie. Często niezbędne do przetrwania w skrajnie trudnych warunkach rywalizacji. Tak naprawdę barwy ochronne przybierane przez zwierzęta są formą kłamstwa. Okłamują groźnych agresorów, że to np. tylko suche liście. Koguty przed walką o dominację w stadzie oszukują siebie wzajemnie strosząc pióra by wydawać się większymi. Czynią to dlatego by przerazić przeciwnika i osłabić jego wolę walki, albo zupełnie jej pozbawić przepłaszając. Jest to w pewnym sensie korzystne dla obu stron chroniąc od „przelewu krwi”. Któregoś dnia, będąc nietypowo ubranym, szedłem pod wiatr w kierunku psa tak, że nie był w stanie mnie zwęszyć. Mój pies rzucił się do ataku, po czym, gdy był blisko i poznał swój błąd, pobiegł dalej udając, że szczeka z powodu bliżej nieokreślonego zagrożenia. Oszukał mnie w ten sposób po to, bym nie ukarał go ucząc szacunku.

     Zastanówmy się teraz nad paradoksem relacji człowiek – świat ożywiony. Człowiek nieposiadający szczególnych walorów fizycznych zapewniających mu pierwszeństwo w świecie ożywionym jednak je zdobył.  Pomimo tego, że nie pływa jak rekin, nie lata jak orzeł, nie biega szybko jak gepard, nie jest zwinny jak pantera, nie jest też wielki jak słoń.  Jest faktem, że człowiek zdominował cały świat ożywiony Ziemi. Stało się to dzięki myśleniu. Człowiek używa rozumu w celu perfekcyjnego oszukiwania zwierząt. Np. ważący blisko tonę koń, który mógłby hodowcę zmieść u ułamku sekundy, potulnie go słucha. Ma to miejsce w odniesieniu do wszystkich zwierząt domowych. Dzikie po prostu panicznie się nas boją.

    Kłamstwo ma na celu powodowanie u istot, do których je kierujemy, zachowań pożądanych czy też zgodnych z interesem kłamcy. Stało się więc istotnym instrumentem zdobywania władzy w całym świecie ożywionym. Naturalnie także w społecznościach ludzkich. Z tą różnicą, że ze względu na wyróżniający nas ludzi poziom inteligencji zostało rozwinięte do perfekcji. Współcześnie kłamstwo stało się tak powszechne jak oddychanie. Istnieją przesłanki, że nie było tak zawsze. Gdy byłem studentem medycyny dotarłem do opisu bardzo ciekawego zdarzenia z przeszłości. Historia ta wywarła na mnie tak duże wrażenie, że do dziś przeżywam ją i ciągle rzuca światło na mój ogląd rzeczywistości. Otóż jeden z cesarzy Cesarstwa Bizantyjskiego, widząc szerzącą się sektę chrześcijan, nakazał zorganizować widowisko w Koloseum, mające być między innymi naigrywaniem się z misterium chrztu. Gdy widzowie i dostojnicy wypełnili widownię przystąpiono do spektaklu. Wybrano dowódcę straży cesarskiej, po czym zanurzono go w basenie z wodą (tak chrzczono wówczas). Jak wielkie było zdumienie, gdy ów żołnierz wyskoczył z wody i radośnie dał świadectwo istnienia Chrystusa stając się prawdziwym chrześcijaninem. Sprawiło to ogromne wzburzenie pośród widzów, lecz nikomu nie przyszło do głowy zarzucenie mu kłamstwa. Wówczas było nie do pomyślenia, że mógłby świadczyć nieprawdę. Podobnie słowo pisane było nośnikiem prawdy, i takie podejście do słowa pisanego tkwiło głęboko w świadomości jeszcze naszych ojców i dziadów.

     Taka reakcja publiczności jest współcześnie wręcz niewyobrażalna. Jesteśmy zalewani niekończącym się strumieniem nieprawdy. To zmasowany wyścig, by ubiec innych w kłamliwych doniesieniach, by upiec swoją pieczeń. Kryje się za tym wszystkim wiedza o szczególnej cesze człowieka, którą warto przybliżyć.

    Człowiek wyszedł zwycięsko z rywalizacji ze śmiertelnymi zagrożeniami ze strony świata poprzez swoistą cechę, polegającą w pewnym sensie na wdrukowaniu poglądów. Przykładowo jeśli matka, ojciec lub ktoś ze społeczności plemiennej ostrzegał przed wchodzeniem do wody, w której czyhały krokodyle, i to ostrzeżenie zostało zignorowane, to taki członek społeczności zostawał momentalnie wyeliminowany z doboru naturalnego. Przetrwali ci, którzy natychmiast i w pełni zaakceptowali ostrzeżenie, po czym przekazywali zarówno geny jak i wiedzę, chroniąc dalej tym sposobem swych pobratymców i potomstwo. Z tego powodu cecha ta siedzi silnie i głęboko w nas samych. Pierwszy zasłyszany pogląd wdziera się na trwałe do naszej świadomości, stając się tym samym naszym własnym poglądem! Później podejmujemy decyzje życiowe w przekonaniu, że są kreowane w oparciu o nasze „własne” poglądy. Taki stan wdrukowania niezwykle trudno odmienić czy też wykarczować. Dzięki rozumowi możemy dojść prawdy, lecz wiąże się to z wysiłkiem i niewygodą przebrnięcia przez morze wątpliwości. Radzimy sobie z nimi oblepiając w pewnym sensie nowymi przekonaniami, o ile do nich doszliśmy, i jakoś dalej funkcjonujemy. Przypomina to chodzenie o kulach. Takie protezowanie mentalne. W chwili przerażenia, dużego stresu, porzucamy kule i biegniemy o własnych siłach nie zważając na ból. Tak samo jest z poglądami. Jest wysoce prawdopodobne, że poglądy, które zostały pierwotnie wdrukowane, w chwili presji mentalnej zwyciężą nad tymi, zbudowanymi rozumem, łatwo prowadząc do złych (dla nas) decyzji.

   Przyszło nowe. Mamy wyzwania, z którymi my, ludzie nie mieliśmy wcześniej do czynienia.

    Internet stał się środkiem niesłychanie łatwego dostępu do informacji. Dlatego też stał się miejscem zmasowanego ataku kłamstwa. Nigdy świat nie oferował efektywniejszego sposobu szerzenia nieprawdy. Spotykamy się z nowością, po czym natychmiast surfujemy w internecie, by uformować na jej temat „własny pogląd”.

   Spójrzmy teraz na możliwości poznawcze człowieka.

   Najlepszy ogląd świata przyrody mamy podczas spaceru. Znajdziemy zawsze sposobność by na chwilę przystanąć, by się bliżej przyjrzeć i przeanalizować interesujący nas aspekt świata. Trudniej jest to zrobić gdy biegniemy. Jest dużo trudniej gdy jedziemy samochodem czy super szybkim pociągiem, dochodząc do śladowego oglądu podczas lotu samolotem. Tak jest też z przetwarzaniem informacji (budowaniem własnego poglądu). Czytając mamy największe szanse na oddzielenie ziarna od plew. Gdy słuchamy wiadomości ledwo nadążamy z uwagą. Gdy oglądamy treści bezustannie płynące z monitora nie mamy już czasu na refleksję i zastanowienie. Taka forma przekazu jest obecnie dominująca, ponieważ nie mając szans na refleksję jesteśmy bezbronni wobec wdrukowywania w nas obcych poglądów. Powszechne stało się bezrefleksyjne przeglądanie internetu, a to co wpływa do naszej podświadomości, żyje własnym życiem.

   Wiedz też, że przed nami niewiarygodnie duże wyzwanie – rozpoznanie kłamstwa i zwodzenia nas przez sztuczną inteligencję. Wkrótce ma pokonać ludzką. Na temat każdego z nas zbierane są niewiarygodne ilości informacji, co wkrótce (a może już) posłuży do stworzenia modelu cyfrowego każdego z nas. Tak więc kłamstwa nie będą już tylko ogólnospołeczne, będą także kierowane indywidualnie. Co zrobić, by nie podzielić losu wspomnianego wcześniej konia lub krowy? Już zostaliśmy okłamani, że mamy wystarczającą wiedzę ekonomiczną. Dlatego większość ludzi nie podejmuje nawet próby nauki podstawowej wiedzy z tego zakresu. Wiedzy koniecznej by prowadzić godne życie.

    Ignorując potrzebę zdobywania wiedzy ekonomicznej ryzykujemy, że będziemy dojeni lub będziemy orać przez całe życie.
Ulegamy złudzeniu (oszukujemy samych siebie), że zdobycie formalnego wykształcenia zapewnia sukces w życiu.  Tak będzie, lecz nie dla Ciebie tylko dla tych którzy zasiali w Tobie takie przekonanie.  Ukończenie formalnej edukacji jest dopiero wstępem do podjęcia prawdziwej własnej drogi. Drogi samoedukacji i wytyczania prawdziwie własnych celów w życiu.
Jest to kluczowe dla nas by zdać  sobie sprawę ze swojej biologii i niezmordowanie używać daru myślenia. 

 

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Im więcej jesz, tym bardziej chudniesz.

      Ostatnio wróciłem do swoich obserwacji dietetycznych sprzed 30 lat by spojrzeć na nie świeższym okiem. Wówczas męczyło mnie bardzo to, co męczy i obecnie – ogromne zamieszanie w poglądach na wartość odżywczą różnych produktów. Tak naprawdę wiedza i poglądy na ten temat zmieniają się równie szybko co poglądy medyczne, i co 7-10 lat mamy do czynienia często z zupełnie nowymi koncepcjami na to co dobre a co niedobre. By nabrać w tym wszystkim jakiejś orientacji i wyrobić poglądy bardziej odporne na upływ czasu, postanowiłem poprowadzić szereg bardzo nietypowych diet. Temat był ciekawy, dlatego bez problemu znalazłem ochotników do przeprowadzenia badań, głównie młodych asystentów i studentów mojej uczelni medycznej. Koncepcja była bardzo prosta. Polegała na spożywaniu tylko jednego produktu i wody przez czas co najmniej 7 dni. Był to czas wystarczający, by wygasło działanie tego co dotychczas jedliśmy, a w to miejsce pojawiło się swoiste i niezaburzone działanie badanego produktu. Warunkiem koniecznym i kluczowym było spożywanie takiej ilości jedzenia, by nie pojawiło się uczucie głodu. Oczywiście nie jest to łatwy warunek do spełnienia, gdyż po trzech dniach jedzenia tylko jednego produktu spada zapał do jedzenia… Skoncentrowałem się przede wszystkim na zbadaniu własności zbóż i kilku innych, powszechnie spożywanych roślin. Zebrane obserwacje z tych badań opublikowałem w niemieckiej prasie medycznej. W Polsce zaś zawarłem w mojej książce Fenomen odżywiania wydanej równo 20 lat temu.

Efekty diet były fascynujące. Na przykład spożywanie wyłącznie owsa skutkowało przywróceniem równowagi wewnętrznej i wytrwałości w pracy, którą można było wykonywać niezależnie od nawet bardzo niesprzyjających okoliczności. Żyto silnie wspierało płuca. Poprawiało nie tylko funkcje oddechowe, ale też pozwalało przełamywać skłonności astmatyczne. Proso poprawiało wzrok i zasypywało rozlicznymi ideami napływającymi nie wiadomo skąd do głowy. Każda dieta dawała odmienne efekty. Przy stosowaniu wszystkich tych diet utrata masy ciała była nieznaczna. W ciągu tygodnia ubywało najwyżej pól kilograma. Tylko jedna dieta była wyjątkiem, zawsze prowadząc (niezależnie od ilości spożytego jedzenia, ale bez głodowania) do utraty nie mniej niż pól kilograma dziennie. Jedyna, która ujawniła niezwykłe działanie spalające tłuszcz i działające w tym względzie skuteczniej niż pełna głodówka. Jednocześnie temperament osoby na diecie przesuwał się w kierunku cholerycznego, czasem trudnego do zniesienia dla otoczenia, jednakże ułatwiającego wykonywanie zadań. Niektórzy studenci (głównie studentki) decydowali się na tę dietę podczas sesji, co zapewniało im przechodzenie jak burza przez egzaminy.

Obecnie wróciłem do tematu, by ponownie, świeżym okiem, przyjrzeć się tym koncepcjom. Powodem jest zmiana warunków życia w naszym społeczeństwie.

Poniżej zamieszczam własny opis przeprowadzenia diety (sprawdzania tej diety) przez Paulinę, która w ciągu 7 dni straciła około 8 kilogramów. Warto tu zaznaczyć, że przed laty większość osób decydowało się na 14 dniowy cykl, gdyż taki czas prowadzenia owych restrykcji pokarmowych jest całkowicie bezpieczny. Wymaga jedynie ostrożniejszego wychodzenia z diety i przyjmowania suplementów uzupełniających nieuchronnie pojawiające się niedobory niektórych witamin.

Oto relacja:

Dieta, którą stosowałam jest z gatunku prostych, ale nie łatwych. Polegała na jedzeniu wyłącznie pszenicy i piciu wody.  Wybór padł na orkisz ekologiczny, który zakupiłam w postaci całych ziaren, pełnoziarnistej kaszy i płatków.

płatki

Przygotowanie posiłków nie wydaje się zbyt trudne, jednak należy poświęcić temu zadaniu odrobinę uwagi. Mianowicie podczas prażenia ziaren pszenicy (na suchej patelni) temperatura powinna być wystarczająco wysoka aby ziarna pękały, ale nie wolno dopuścić do ich przypalenia poprzez nieustanne mieszanie. W przypadku gotowania płatków czy kaszy lepiej zapomnieć o przepisie na opakowaniu – najbardziej strawną i przyswajalną postać uzyskujemy gotując (nawet dwukrotnie) z większą ilością wody tak, aby całość miała konsystencję kleiku. Posiłki polecam spożywać nieśpiesznie, dokładnie przeżuwając każdą porcję.

Już od pierwszego dnia daje się odczuć silne działanie oczyszczające tej diety. W związku z tym pierwsze 2-3 dni były dość trudne do przetrwania z powodu gorszego samopoczucia i bólu głowy. Jednak potem na pierwszy plan wysuwają się zalety takie jak uczucie lekkości związane z pozbyciem się wody zalegającej w organizmie, jasność myślenia, przypływ sił, lepsza jakość snu oraz oczywiście spadek masy ciała. Wrażenia można porównać do kąpieli w borowinie, tylko jest to rozciągnięte w czasie. 

W kontekście zaburzeń odżywiania dieta ta może być wstępem do unormowania rozchwianego sposobu przyjmowania posiłków. W tym wypadku monotonia jest zaletą. Założeniem diety jest jedzenie do syta i wtedy kiedy mamy ochotę jeść, więc sytuacja podjadania czy przejadania się ponad miarę po prostu nie ma szansy wystąpić. Dodatkowo żołądek może dostosować swoje rozmiary do potrzebnej nam ilości pożywienia, przez co unikniemy irytującego poczucia pustki w brzuchu w przypadku podjęcia decyzji o prowadzeniu diety redukującej po zakończeniu diety pszenicznej. W pewnym sensie dieta pszeniczna stwarza okazję, aby nauczyć się jakie ilości pożywienia są optymalne.

Zastosowanie tej diety uważam za bardzo ciekawe doświadczenie. Nigdy wcześniej tak mocno nie odczułam, że „jestem tym, co jem”. Zdecydowanie korzyści przewyższają drobne niedogodności związane z monotonnym odżywianiem. Dieta pszeniczna jest wspaniałym sposobem na poprawę funkcjonowania organizmu, a przy okazji można stracić kilka zbędnych kilogramów. Jestem przekonana, że będę do niej wracać. 

 

Zastanawia mnie to, czy przy tak powszechnym stosowaniu różnego rodzaju preparatów hormonalnych jak mamy obecnie, tego typu diety w pełni będą ujawniać swoje właściwości.

Każda roślina ma swoje specyficzne działanie na człowieka. I można takie działanie wykorzystywać do poprawy lub psucia własnego zdrowia.

Czasami musimy sprawy uprościć, by znaleźć klucz do poznania złożonego świata. Ale chyba skomplikowałem, zapomniałem o liczeniu kalorii.

 

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , , | 3 Komentarze

Szok probiotyczny, czyli jak uratować swój żołądek od zguby

Natura człowieka kocha podziały. Dzielimy wszystko co nas otacza (nie tylko majątek), gdyż umożliwia nam to orientowanie się w czasie (podzielonym na sekundy, godziny itd.) i przestrzeni (od milimetra po parseki, a może jeszcze większe jednostki). Takie podejście do rzeczywistości sprawia, że może nam umykać fakt, że świat, w tym świat ożywiony, jest spójną całością. Jest bardzo dużo uniwersaliów, których my nie zauważamy lub nie jesteśmy świadomi. Jednakże mają one kluczowy wpływ na nasze życie. Jako fascynat i praktyk upraw ekologicznych muszę przyznać, że ciągle jestem pod wrażeniem tego, jak bliskie jest pokrewieństwo życia glebowego i życia w naszych jelitach (mikrobiomu).  Chodzi tu o wpływ życia mikrobiologicznego gleby na dobre lub złe odżywienie roślin i życia mikrobiologicznego w jelitach na stan odżywienia i zdrowia człowieka. Szczególnie inspirujące jest to, że istnieje duże pokrewieństwo między drobnoustrojami jelitowymi i glebowymi. Codziennie z pożywieniem dostarczamy sobie (lub dostarczaliśmy) porcję bakterii glebowych. Z drugiej strony od zawsze wiadomo, że gleba nawożona jest obornikiem – produktem otrzymanym z odchodów zwierzęcych z przeogromną ilością drobnoustrojów z ich jelit, który odżywia glebę w sposób niezrównany.  Natomiast my ludzie czerpiemy korzyści w postaci obfitego i zdrowego plonu (Hmm… i bakterii).

A teraz do rzeczy:

Jedną z rzeczy, które wywarły na mnie przeogromne wrażenie podczas studiów medycznych były pewne zajęcia z chirurgii. Z zapałem okazywano nam rodzaje operacji żołądka, podczas których usuwano jego różnej wielkości fragmenty (aż do pozostawienia kikuta). Był to powszechnie przyjęty sposób leczenia choroby wrzodowej żołądka. Tak nakazywały wówczas standardy postępowania. Tragiczne jest to, że w tym czasie były już opublikowane prace naukowe wyjaśniające rzeczywistą przyczynę choroby wrzodowej i dające możliwość w miarę bezpiecznego usunięcia schorzenia poprzez tzw. eradykację Helicobactrer pylori. Iluż nieszczęśników zapłaciło cenę utraty swoich żołądków z powodu odrzucenia przez środowisko medyczne (autorytety) wyników tych badań. Ostatecznie australijscy badacze po wielu latach zostali docenieni i uhonorowani Nagrodą Nobla. Spotkałem się z oceną, że poślizg ów trwał około 30 lat.

Z mojego punktu widzenia istnieje pewne podobieństwo z sytuacją z jaką mamy do czynienia obecnie. Są osoby ze skrajną otyłością (lub mniej skrajną), które decydują się na zmniejszenie żołądka. Jednocześnie są wyniki badań mówiące o tym, że owa otyłość to zaburzenie równowagi mikrobiologicznej w jelitach na rzecz uznanych (!) bakterii probiotycznych (Firmicutes), z których część jest uznawana za bardzo cenne dla zdrowia i uzupełniana w postaci probiotyków praktycznie przy każdej antybiotykoterapii. Zwiększają one przyswajalność i dostępność składników odżywczych, a także wytwarzają mediatory zmuszające wątrobę do intensywnej biosyntezy tłuszczu. Potwierdzono ów wpływ przeszczepiając cały mikrobiom osób otyłych osobom zdrowym prowokując szybkie pojawienie się otyłości. Z drugiej strony zostało potwierdzone w licznych badaniach, że podawanie wybranych równoważących ich wpływ szczepów bakterii (Bacterioides) skutkuje spadkiem masy ciała aż o 30% bez zmiany sposobu odżywiania.

Jest paradoksem, że procesy, które były korzystne w przeszłości, gdyż od nich zależało przeżycie człowieka w okresach głodu, obecnie wywierają negatywny wpływ. Przy obfitości jadła ujawniają swoją niekorzystną stronę.

Jest pewna jedność życia glebowego życiem w naszych jelitach. Jeżeli mamy bogatą skałę macierzystą nie oznacza to, że na pewno rozwinie się z niej żyzna gleba. To, w którym kierunku pójdzie kształtowanie gleby zależy od mikroorganizmów ją zasiedlających. Może być tak, że po zaistnieniu jakichś okoliczności dojdzie do niewielkiej zmiany w składzie drobnoustrojów, po czym cały „metabolizm glebowy” ruszy w kierunku destrukcji. Mimo bogatego podłoża gleba stanie się wtedy nieurodzajna. Nieuchronnie nasuwa się tu porównanie z życiem społeczno-ekonomicznym ludzi. Nieliczni uznani za liderów kierują aktywność znakomitej większości ludzi w dobrym (budującym) lub złym (destrukcyjnym) kierunku. Jako owoc takiego działania społeczeństwo staje się coraz coraz bogatsze lub biedniejsze. W glebie jeśli liderzy sieją destrukcję, znajdują masywne wsparcie ze strony innych mikroorganizmów uruchamiając lawinę przemian w złym kierunku. Jeśli dominują liderzy drobnoustrojów kierujący aktywność w dobrym kierunku, możemy osiągnąć zaskakująco dobre polony w uprawach na piaszczystej, z założenia ubogiej glebie.

Walczymy o to, by mieć żyzną glebę i wysokie plony. Lecz w sytuacji gdy na żyznym polu wysiejemy trawę i będziemy wypasać konie może się okazać, że niszczymy ich zdrowie, gdyż taka murawa jest za bogata dla niektórych ras np. koni ras prymitywnych (takich jak arabskie, kucyki szetlandzkie). Takie konie, pochodzące z regionów ubogich w rośliny, doskonale „nauczyły” się przyswajać jedzenie, w związku z tym na bogatej diecie zaczynają chorować. Notorycznie pojawia się otyłość, cukrzyca i choroby zwyrodnieniowe (Skąd my to znamy?). „Korzystne” mikroby ruszają do pracy, przy obfitości jadła dochodzi do nadmiernego przyswajania, co doprowadza do podobnych problemów zdrowotnych. By się uchronić od usunięcia żołądka lub wyjść z impasu zdrowotnego musi ustąpić opór znakomitej większości środowiska naukowego podobnie jak było z Helicobacter pylori.

Porównując zdrowie społeczeństw bogatych i biednych zauważa się, że w tych biednych zdecydowanie rzadziej dochodzi do cukrzycy, zapalenia tarczycy, jelit, słowem, chorób z autoagresji. Przyczyną najprawdopodobniej jest zbyt mała ilość bakterii E. coli w jelitach. Obecność tych bakterii po urodzeniu jest ważna by prawidłowo zaprogramować naszą immunologię.

Jakie jest wyjście z impasu?

Istnieje bezpieczny i skuteczny sposób przywrócenia zaburzonej lub proporcjonalnie niekorzystnej równowagi mikrobiologicznej jelit. Sposobem tym jest odżywienie właściwych liderów, bakterii, których obecność chcemy zwiększyć. Dotychczas cały wysiłek szedł by wzmocnić Firmicutes (bakterie kwasu mlekowego), czas na Bacterioides.  Praktycznie wszystkie probiotyki dostępne na rynku zawierają bakterie typu Firmicutes i na peweno ułatwią nam regenerację i nabranie ciała. Osobiście jestem zwolennikiem bardziej naturalnej drogi. Trzeba odżywić liderów. Odżywkami dla bakterii są najczęściej substancje resztkowe (błonniki), których my nie trawimy. Mamy ich w diecie dramatycznie za mało. Musimy pielęgnować każdą rację błonników.  Tak się przyjęło, że żyjemy w kulturze picia soków.  Pozbawione są błonnika, za to bogate w cukier, który wydaje się bardziej odżywiać Firmicutes. Jestem trochę w szoku widząc modne sposoby poprawiania zdrowia, polegające na nabywaniu wyciskarek do soków. Chyba że wylewamy sok do zlewu, a zjadamy to co zostało po wyciśnieciu. W tej frakcji znajduje się najwięcej rzadkich i cennych rodzajów błonnika, którym możemy właściwie odżywić bakterie jelitowe. W ten sposób dajemy szansę bakteriom jelitowym na złapanie nowej korzystniejszej równowagi. Poprawiamy również perystaltykę jelitową (usuwanie toksyn) i zmniejszamy apetyt dostarczając błonniki rozpuszczalne i żelujące. W ten sposób sprawnie obniżamy również poziom cukru i cholesterolu we krwi.

Ponieważ w naszych jelitach jest więcej bakterii niż komórek naszego ciała, koncepcje odżywiania idą w zupełnie innym kierunku. Teraz koncentrujemy się na karmieniu właściwych bakterii jelitowych, a one zadbają najskuteczniej o nasze zdrowie. W tym kierunku zaczynają się rozwijać programy suplementacyjne. Już nie wystarczy proste podawanie witamin, trzeba karmić bakterie.

Zatoczyliśmy koło. Dziś dotarliśmy do nie mniej groźnych chorób czystych rąk i czystej żywności. Czas na znalezienie drogi odwrotu.

Opublikowano dieta, wellness, zdrowie | Otagowano , | 4 Komentarze

Dlaczego Shrek cieszy się zdrowiem najwyższej próby?

Polska jest krajem niezwykle zasobnym. Zasobnym w coś co można określić złotem w odniesieniu do zdrowia. Jestem przekonany, że są to najważniejsze bogactwa naturalne niezbędne do kreowania własnego zdrowia w XXI wieku. Rzecz będzie o błotach, oczywiście w bardzo szerokim kontekście. Zainteresowanie tymi zagadnieniami u mnie wróciło, gdy usłyszałem stwierdzenie Norbekova, że poprzez kąpiele i okłady z błota możemy dostarczyć sobie dużo niezwykle ważnych a trudno dostępnych składników. To twierdzenie dosłownie zwaliło mnie z nóg.

Błoto, które leczy! Tak więc leczyło nas błoto, w którym z lubością taplaliśmy się jako dzieci, leczą glinki (kosmetyczne i nie tylko). Nie jest też bezpodstawną reklamą opinia o leczniczym wpływie błota z Morza Martwego. Znalazłem też wytłumaczenie dlaczego tak niezwykle poprawiają nastrój i przywracają radość życia kąpiele w Balatonie – jeziorze błotnym gdzie błoto jest pochodzenia wulkanicznego a woda mleczna od bogactwa składników. Błotem też możemy nazwać borowiny.

Jestem fascynatem rolnictwa ekologicznego, a szczególną moją pasją jest podnoszenie żyzności gleby poprzez budzenie i wspieranie życia glebowego. Zawartości jelit zwierząt i człowieka są w znacznej mierze owocem podobnego życia w glebie, właściwie są przeniesieniem tego życia w obręb organizmu. Właśnie zdrowa gleba inicjuje zdrowy przewód pokarmowy zarówno zwierząt jak i człowieka będąc niejako kluczowym czynnikiem ewolucji w tym zakresie. Mikroby zasiedlające nasz przewód pokarmowy i zapewniające właściwe kształtowanie naszej immunologii i funkcji trawiennych, są więc odzwierciedleniem tego co się dzieje w glebie. Niszcząc życie gleby przez nieodpowiednie działania i nawożenie szkodzimy sobie kalając doskonałość procesów trawienia i przyswajania. Byłem głęboko świadomy jak duże znaczenie ma szeroko rozumiana gleba dla naszego funkcjonowania.

Specyficzna forma procesów tworzenia gleby w miejscach nadmiernie wilgotnych prowadzi do pojawienia się torfu. Miejscami na bazie torfu dochodzi do kształtowania się delikatnych i żyznych gleb murszowych, lecz w głębi złoża przez tysiące lat trwają procesy, które materię organiczną utrzymają na trochę wyższym poziomie niż w glebie lub, mówiąc inaczej, proces przetwarzania materii organicznej w glebę został powstrzymany. W niektórych torfowiskach przy dnie dochodzi do formowania się borowiny. Jej warstwa jest chroniona przed szkodliwościami świata grubą warstwą pozostałego torfu. Borowina tworzy zazwyczaj złoża nie grubsze niż metr. Dawno temu odkryto niezwykłe lecznicze działanie borowiny, które, przyglądając się wskazaniom, opiera się de facto na silnych właściwościach detoksykujących.

Pamiętam jak przez Polskę przetoczyła się fala zainteresowania preparatami z torfu jaką zainicjował profesor Tołpa. Skuteczność produktów, które wówczas promowano, zupełnie mnie nie satysfakcjonowała, więc straciłem zainteresowanie uważając, że jest to kolejna efemeryda, moda, która szybko zgaśnie i tak w znacznej mierze się stało.

Jest znamienne dla naszych czasów to, że metody i sposoby leczenia, których nie da się wybitnie skomercjalizować znikają z pola zainteresowania firm inwestujących w branżę zdrowia. Walczą o zyski nadzwyczajne, więc w tym kierunku prowadzą swoje działania. Rzeczy, które mają z natury przeogromny potencjał leczniczy przetwarza się w produkty w jakiś sposób łatwiejsze do sprzedaży i stosowania – maści, kremy, kosmetyki – gubiąc przy tym ich rzeczywistą siłę sprawiającą poprawę zdrowia. Błota też nie opatentujemy.

Jak przeprowadzać kuracje z użyciem borowiny? Proponuję kąpiele. Sanatoria coraz częściej sprzedają paczkowaną borowinę do użytku domowego. Można kupić takie opakowanie zawierające torebki z borowiną i wrzucić na początku 1/3 takiej torebki do wanny ciepłą wodą. Kąpiel ma trwać do godziny. Szczególnie pierwsza kąpiel może być dla nas trochę wyczerpująca, gdyż następuje szybka mobilizacja toksyn ze skóry. Kolejne będą przebiegały łagodniej. Kąpiel jest niewiarygodnie przyjemna. Taka kuracja oprócz detoksykacji (usuwania celulitu czy złogów w rejonie stawów) przywraca równowagę metaboliczną regulując poziom jodu, dostarcza innych składników do naszego ciała, pobudza biosyntezę kolagenu, harmonizuje układ hormonalny.borr

Nie znam innej kąpieli, która by tak szybko usuwała martwy naskórek. Może to świadczyć o obecności enzymów grzybów i bakterii.

Osobiście upatruję w takich kąpielach dużą szansę by przejść od „głaskania” do leczenia autyzmu. Autyzm powoduje dramatyczny rozstrój funkcji metabolicznych organizmu, a borowiny, umiejętnie stosowane, dają szansę na przywrócenie wewnętrznej metabolicznej harmonii.

Opisane powyżej wzmacniające zdrowie siły błota mogą tłumaczyć fascynację, można powiedzieć męskie atawizmy, czyli lubowanie się w jeździe off road samochodami terenowymi, z której mężczyźni wracają zmęczeni, szkaradnie obłoceni, ale szczęśliwi. To prawdziwa droga Shreka.

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Musimy przeprosić dawnych mędrców, czyli o utracie kontroli nad zdrowiem przyszłych pokoleń

Oczywiście i ja miałem możność brania udziału w nurcie „dobrze wyedukowanych” wyśmiewających mądrości i koncepcje czasów przeszłych. Pełny zachwyt nad osiągnięciami współczesnej nauki sprawia, że nietrudno oślepnąć na osiągnięcia wieków przeszłych. Jest tak, jakby za punkt honoru przyjęto dyskredytowanie wiedzy poprzedników. Moje twarde stanowisko („mądrość”) zaczęło rozmiękać pod wpływem obserwacji tego, jak szybko zmieniają się obecnie koncepcje. Często jest tak, że prawdy wyznawane przed kilku laty okazują się nieprawdą.

Przełom w moich przekonaniach dokonał się gdy zasiadłem nad lekturą podręczników medycyny napisanych przed 100 i więcej laty. Zdumiało mnie jak nadzwyczajne były umiejętności obserwacji i diagnozowania reprezentowane przez autorów tych prac.

Coraz bardziej ekscytuje mnie potwierdzanie trafności ich wniosków, które sprawdzają się w konfrontacji z najnowszymi wynikami badań w dziedzinach, w których, można powiedzieć, dopiero raczkujemy. W czasach antycznych przez wieki średnie aż do XIX wieku królowała koncepcja miazmatów ewentualnie skaz. Oznaczało to, że szkodliwości, których doświadczył człowiek przenoszą się na potomstwo. Dużą wagę przywiązywano w terapiach naturalnych (bo tak teraz możemy mówić o leczeniu przez całą historię medycyny aż po początek wieku XX) do chorób w rodzinie np. febry, gruźlicy, kiły itp., starając się wyleczyć chorego z tegoż miazmatu.

Nie bardzo mogłem pojąć na przykład koncepcję, że jeśli mężczyzna pije dużo alkoholu rodzą się mu nerwowe, nadpobudliwe i niestabilne emocjonalnie dzieci (teraz patrząc na wyczyny weekendowe widać, że raczej nie mamy szans na opanowane tej tendencji). Z kolei jeśli alkoholu nadużywa kobieta, pojawia się skłonność do rodzenia dzieci z wodogłowiem. Znamienne ma być to, że takie predyspozycje mogą przenosić się do następnych pokoleń. Wszytko to zaczyna znajdować potwierdzenie dzięki rozwojowi młodej nauki – epigenetyki. Za przykład może posłużyć zjawisko, że jeśli myszy poddamy działaniu DDT (preparat owadobójczy, który miał nie wykazywać żadnego szkodliwego działania na zwierzęta), u ich potomstwa doszło do pojawienia się patologicznej otyłości, szczególnie u myszy w 3 i 4 pokoleniu. Myszy porażone prądem powiązanym z jednoczesnym zapaleniem światła szybko się uczą tego związku przyczynowo-skutkowego. Okazuje się, że ich potomstwo dziedziczy takie doświadczenie, choć wcześniej nie miało konaktu z tym urazem. Czyli nie tylko dziedziczymy zasoby genetyczne, ale też programy otwarte lub zamknięte na łańcuchu DNA. Dzieje się to przez proces metylacji modyfikujący ekspresję genomu poprzez blokowanie określonych genów. Czyli obserwacje uczonych przeszłych wieków dotyczące skaz są prawdziwe. Należy więc odświeżyć koncepcje skazy tuberkulinowej – wpływ na następne pokolenia osób chorujących na gruźlicę, skazy syfilityczną – osoby chorujące na kiłę, skazy sykotycznej – osoby chorujące na rzerzączkę itp. Do tego nakładają się nowe skazy, sprowokowane przez mnogość chemii czy też wpływ promieniowania elektromagnetycznego. Nad tymi zagadnieniami pracuje obecnie epigenetyka. Tak więc nie możemy być bezpieczni (chodzi o następne pokolenia) wykonując badanie odnośnie szkodliwości jakiejś substancji konserwującej żywność, leku czy środka ochrony roślin. A także wpływów poza naszą kontrolą np. telefonii komórkowej, skażenia środowiska metalami ciężkimi i agresywnymi toksynami, permanentnym stresie itp. Te wpływy sprawiają, że przyszłość jawi się całkowicie nieprzewidywalna. Ja mam własne obserwacje dotyczące wpływów tej natury, o których wcześniej pisałem. Stres mamy, jakiego ona doświadcza w ciąży, wpływa na dziecko, zwiększając ryzyko atopowego zaplenia skóry. W tym lub dalszych pokoleniach może dawać skłonności do astmy.

Przyszłość jawi się nam interesująco i możliwe, że słowo „zdrowy” zniknie z naszego słownika podobnie jak z polszczyzny podczas rozbiorów, znikło słowo „nawidzieć”, a pozostało przeciwieństwo, czyli „nienawidzieć”.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Brak opozycji to zbiorowe szaleństwo, czyli o hipnotycznym zachwycie nad witaminą D3

Nie będzie tu o polityce, lecz w pewnym sensie o prawdach naszego życia. Cokolwiek byśmy nie robili zawsze znajdą się ludzie przeciwni temu, mający odmienne zdanie, czyli stojący w opozycji. Jest to właściwe, gdyż spełnia zasadę weryfikacji, i w pewnym zakresie stanowi element kontroli chroniący  społeczeństwa przed zagalopowaniem się w niewłaściwe rewiry. Tak więc opozycja jest nieprzyjemna, ale konieczna dla szeroko rozumianego zachowania równowagi (bezpieczeństwa). Dlatego też chcę tu dotknąć zagadnień dotyczących zdrowia, dla mnie niepokojących, gdyż nie zauważam istnienia opozycji.

Mam wrażenie, że w kwestii zasadności przyjmowania witaminy D3 nie ma przeciwników. Przedstawiciele medycyny akademickiej, a także wszelkich nurtów określanych jako terapie naturalne są zgodni, że jest to właściwe, często prześcigając się w wielkości dawek. Skądinąd słuszna droga, ale nie do końca – mając wątpliwości znalazłem się na na miejscu umiarkowanej opozycji. Chcę więc przybliżyć moje wątpliwości i poglądy na ten temat, a także wyjaśnić dlaczego podchodzę do zagadnień związanych z dobrodziejstwami stosowania witaminy D3 z pewną rezerwą.

Witamina D3 ma za zadanie między innymi regulować procesy kostnienia (kształtowania kości). Najbardziej istotną cechą układu kostnego jest to, że kość to jedyny narząd, który wskazuje na nasz wiek, nie da się go odmłodzić. Natomiast świetnie daje się go postarzyć. Stąd zalecam ostrożność w stosowaniu witaminy D3, gdyż jest dobrym środkiem do osiągnięcia tego celu.

Proces starzenia jest kuszący, ponieważ jest związany z rozszerzaniem się świadomości. Zatrucie ołowiem może dawać objawy pokrewne zatruciu witaminą D3, między innymi postarza. Chorobę polegającą na gwałtownie przebiegających procesach starzenia (np. 8-latek ma organizm 70-latka) nazwano morbus saturnalis, od planety Saturn, której starożytni i mniej starożytni alchemicy przypisywali związek z ołowiem.

Z drugiej strony uważa się, że zjawisko osteoporozy jest nieuniknionym elementem starzenia. Na pierwszy rzut oka jest to oczywiste! Okazuje się, że nie do końca, ponieważ są badania mówiące, że to właśnie osteoporoza bardzo przyspiesza proces starzenia, a cierpiących z jej powodu panów w średnim wieku skutecznie pozbawia radości życia powodując impotencję. Prawdziwa przyczyna osteoporozy jest zjawiskiem złożonym i składają się na nią liczne czynniki np. fosforany w diecie (wędliny, napoje rozpuszczalne – kawa, kakao itp.), niedobory pełnowartościowego białka, permanentna wegetacja fotelowo-kanapowa. Dotyczy to także foteli samochodowych i, co niespodziewane, dotyka rowerzystów- ludzi uprawiających sport także na kanapie (siodełku). Obok zaburzonej aktywności fizycznej najistotniejszy wydaje się być brak ekspozycji na światło słoneczne. Ten ostatni czynnik to nie tylko pasmo UV, jak zwykło się przyjmować. Nie mniej ważna jest pozostała część spektrum światła słonecznego.

Uważam, że całe to zamieszanie związane z witaminą D3 (hipnotyczny zachwyt), jest spowodowane nieuwzględnianiem jednego z najbardziej istotnych czynników regulujących jakim jest światło. Stosując duże dawki witaminy D3 próbujemy zgrabnie skompensować zaburzenia wywołane niewystarczającą ekspozycją na jego wpływ. Od początku swego istnienia ludzkość charakteryzowała się tym, że znakomitą większość czasu spędzano na świeżym powietrzu. Natomiast ostatnie 20 lat sprawiło, że zmienił się zasadniczo styl życia ludzi. Pojawił się nieznany wcześniej trend społeczny określany jako „indor generation”. Tak więc obecnie praktycznie wszyscy przebywają w pomieszczeniach (domu, szkole, pracy), gdyż urządzenia elektroniczne wypełniają większość czasu wolnego, zaspokajając też naturalną potrzebę kontaktu z innymi ludźmi. Wcześniej karą dla młodzieży był zakaz opuszczania mieszkania. Obecnie na odwrót, karą może być żądanie opuszczenia pomieszczeń zamkniętych. Mój syn zgrabnie wytłumaczył to zjawisko, podając jako przyczynę, że na zewnątrz brak gniazdek zasilających laptopy. (Stąd apel o ujawnienie przełomowego wynalazku Nicola Tesli, dotyczącego bezprzewodowego zasilania laptopów!) Cierpimy z powodu braku ekspozycji na światło słoneczne, przed którym skutecznie chronią nas także ubrania.  Są badania, które wykazują, że podczas naświetlania fotony są przechwytywanie przez DNA po czym wypromieniowywanie jako światło spójne (tak jak w laserach), co jest ważnym elementem regulującym całą przemianę materii, a szczególnie procesy formowania kości. Tłumaczy to korzyści terapii laserem, które na pierwszy rzut oka wydawały się mi przereklamowane.

Są przecieki, że w miejscu gdzie zagrożenie osteoporozą jest największe z możliwych (tj. na stacjach kosmicznych), udaje się w sprytny sposób zapobiegać mu poprzez naświetlanie ciała odpowiednio dobranym światłem widzialnym.

Moje wątpliwości odnośnie beztroskiego ordynowania dużych dawek witaminy D3 mają charakter bardzo praktyczny. Gdy startowałem w zawodzie lekarza normą było zarastanie ciemiączka u niemowląt w wieku 18 miesięcy. Obecnie rzadko daje się zobaczyć roczne dziecko nie mające zarośniętego ciemiączka. Co prawda permanentnie poza zainteresowaniem nauki jest to, czemu służy ciemiączko, lecz obawiam się, że gdy zbyt wcześnie zarośnie, to człowiek nie będzie mądry (bo może mieć za ciasno w głowie). Natomiast wielokrotnie zauważałem, że przy dużych dawkach witaminy D3 małe dzieci miały zaburzenia snu – cierpiały na bezsenność, ku rozpaczy rodziców bo i oni z konieczności mieli zaburzenia snu.

Ze względu na to, że poglądy naukowe zmieniają się całkowicie średnio co 5 – 7 lat,  istnieje szansa, że wkrótce nie będę czuł się osamotniony. Oczekuję więc, że ponownie wróci przekonanie, że witaminy rozpuszczalne w tłuszczach z łatwością można przedawkować. Tak uważano jeszcze nie tak dawno temu.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , | 1 komentarz