Diety skuteczne do bólu.

W historii swojego życia dietetycznego przez ponad 20 lat byłem jaroszem. Przed 30 laty w kraju wieprzowiny uchodziło to za dziwactwo. Było to poważne utrudnienie w życiu gdyż posiłki w zasadzie wyłącznie jadano w domach. Z tej przyczyny następnego dnia po ślubie moja żona otrzymała od swojej babci w prezencie książkę z lat 20 XX wieku po tytułem „Kuchnia Jarska” pana Czarnoty. O ile pamiętam było to 18 wydanie książki napisanej na przełomie XIX i XX wieku, czyli niewiele ponad 100 lat temu. Oprócz tego, że przepisy były właściwe dla kuchni dworskiej, np. weź 40 jaj (co nie było wówczas dużo), to były również nadzwyczaj trudne do rozszyfrowania. Np. trzeba było ustalić co to jest kwarta. Poza tym autor nie pisał rzeczy oczywistych (w tamtych czasach) a zupełnie nie oczywistych w naszych. Wiele przepisów moja żona rozpracowała intuicyjnie. Muszę przyznać, że właśnie z tej książki pochodzi przepis najsmaczniejszej potrawy jaką jadłem w życiu, przygotowanej z korzenia selera.

Teraz przyjrzyjmy się przepisom leczniczym z czasów przeszłych. Np. bardzo modne są zalecenia Hildegardy z Bingen. W oparciu o jej prace pojawiło się dużo suplementów i zasad postępowania prozdrowotnego. Jednakże obawiam się, że nie mamy do końca pojęcia o czym ona mówiła ze względu na to, że oczywistości z tamtych czasów nie przetrwały do dnia dzisiejszego i przepisy możemy rozumieć opacznie.

Chcę teraz opisać wiosenny, jednakże bolesny eksperyment, który przeprowadziliśmy rodzinnie. Opierając się na bogatych informacjach dostępnych w internecie, postanowiliśmy przetestować zbawienne dla zdrowia działanie podagrycznika. Bez większych problemów można dotrzeć do informacji, że był to znakomity środek na napady dny moczanowej (czyli detoksykujący). Uważamy przy tym, że obecnie dna jest względnie częstym schorzeniem, jednakże łatwym do przeoczenia, ponieważ choroba nie atakuje jak kiedyś palucha na stopie, lecz najczęściej dotyczy innych stawów. Spowodowane jest to tym, że nie prowadzimy tak aktywnego ruchowo trybu życia jak kiedyś, więc w każdym stawie może wytrącać się kwas moczowy. Dawniej, przy zazwyczaj bardzo aktywnym trybie życia, stopa pozostawała miejscem najtrudniejszym do detoksykacji, stąd lokalizacja dolegliwości.

Ageopodium podagraria

Ageopodium podagraria czyli podagrycznik

Przeprowadziliśmy więc kurację polegającą na zjedzeniu potrawy z podagrycznikiem. Ku naszemu zdziwieniu całkiem zresztą smacznej, gdyż roślina ta jest krewną selera. W rezultacie tego na następny dzień wszyscy uskarżali się na bóle stawowe, nawet osoby, które nigdy wcześniej nie miały takich doświadczeń.

Jaki z tego wniosek?

-Może być tak, że ludzie w wiekach przeszłych cierpieli na wiosnę z powodu braku nowalijek, zajadali się podagrycznikiem, a niektórzy z nich mieli napady dny czyli podagry, stąd nazwa.

-Może być tak, że ludzie prowadzący bardzo aktywny tryb życia rzeczywiście się detoksykowali i ustępowały napady dny, co nie ma za bardzo zastosowania w obecnym, relaksującym się za kierownicą pokoleniu.

-Może być tak, że zanikła wiedza o ziołolecznictwie i zioła, które podświadomie uważamy za słabo działające, stosujemy w zbyt dużych dawkach, za co musimy zapłacić cierpieniem.

-Jest na pewno tak, że z pogardą patrzymy na terapie wieków przeszłych, zdradzając tym samym własną ciemnotę w tym zakresie, gdyż nie powinniśmy zajmować stanowiska w sprawach, których nie zbadaliśmy lub po prostu się nie znamy, za którymi kryły się doświadczenia zdobywane przez tysiące lat.

Na koniec – jeśli jesteśmy sami tacy mądrzy, to nie możliwe byśmy mieli głupich przodków.

Reklamy
Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , | 1 komentarz

Sen jest dla słabych, czyli jak zapomnieć o bożym świecie.

 

Badania nad snem wydobywają na światło dziennie coraz ciekawsze rewelacje. Wyniki ostatnich poszukiwań są na tyle ważne, że zasadniczo wpłynęły na moje podejście do snu. Zatem chcę się tymi wiadomościami podzielić.

      Jak wcześniej o tym pisałem, zaskoczeniem dla naukowców było to, że podczas snu mózgjest bardziej aktywny niż w stanie czuwania (może tu jest rozwiązanie tajemnicylenistwa – na tyle spracowaliśmy się podczas snu, że na jawie jesteśmy wyczerpani i niezdolni do działania). Potwierdzono wielokrotnie, że właśnie sen najdoskonalej utrwala to, czego się w danym momencie uczyliśmy. Szczególnie łatwo daje się to zauważyć u niemowląt, które po wyuczeniu jakiejś czynności pójdą spać i przyswajają tą czynność. Z kolei te, które baraszkują do wieczora na następny dzień nic z nauk nie pamiętają. Wniosek z tego taki, że drzemka w ciągu dnia może w istotny sposób poprawić nasze możliwości intelektualne i pamięć.

     W czasach antycznych niczym osobliwym nie było to, że ktoś znał całe dzieło literackie na pamięć. Odyseja czy Iliada zostały spisane kilkaset lat po powstaniu. Pamięć była podstawowym sposobem utrzymania wiedzy i informacji, gdyż problematycznym było posiadanie zarówno czegoś co pisze, jak i czegoś na czym wybrany tekst zapisywano. Oczywiście znakomita większość ludzi była niepiśmienna i nieświadoma, że „najkrótszy ołówek jest dłuższy niż najlepsza pamięć”. Konieczność wymuszała na ludziach sprawne używania pamięci. Obecnie to się zmieniło, gdyż mamy niesamowitą możliwość zapisywania informacji. Ten tekst podyktowałem komputerowi. Do tego burzliwie rozwijająca się sztuczna inteligencja wkrótce będzie się zajmować szeroko rozumianą korektą tekstu lub wrzuci go do kosza uznając, że to bzdury. Technologia w pewnym sensie doprowadza do zaprzepaszczenia naszych możliwości. Wszystko jest związane z ekonomią funkcjonowania mózgu. Otóż funkcje myślenia i zapamiętywania wymagają zdecydowanie wyższych nakładów energii, więc mózg, na ile to możliwe, wybiera drogę nawyków. Nawyki nie wymagają praktycznie żadnych większych nakładów energii. I to jest OK, gdyż bardzo usprawnia funkcjonowanie w świecie.

Problem zaczyna się wówczas, gdy na bieżąco nie pamiętamy zadań, które chcemy wykonać. Zaczyna to nam i otoczeniu przeszkadzać w życiu. Cechą naszych czasów jest, że coraz więcej osób ma problemy z pamięcią i koncentracją. Jest coraz więcej dowodów na to, że przyczyną są zaburzenie snu. Polegają one nie tylko na zaburzonych fazach snu, ale także permanentnym skróceniem czasu jaki poświęcamy na sen. Statystycznie rzecz biorąc współcześnie śpimy około 7 godzin na dobę. Znaczny procent aktywnych ludzi śpi 6 i mniej godzin na dobę. Nie napawa to optymizmem, jeśli porównamy z powszechnymi zwyczajami sprzed 100 lat. Wówczas przeciętna osoba spała najmniej 9 godzin.

Powyższe obserwacje były dla mnie na tyle poruszające, że obecnie usilnie staram się spać co najmniej 8 godzin. To znacząco więcej niż było dotychczas. I nie chodzi tu tylko o zdrowe zwyczaje przodków sprawiające, że do późnej starości cieszyli się świetną pamięcią, co jeszcze jeden aspekt ostatnio odkryty a ściśle powiązany z tymi zagadnieniami. Jak wiemy przyczyną choroby Alzheimera jest nagromadzenie się patologicznych złogów białka w mózgu określanych jako amyloidy. Złogi amyloidów mogą się pojawiać w różnych narządach powodując ich destrukcję i chorobę zwyrodnieniową zwaną skrobiawicą. Amyloid nie ma dobrej prasy w świecie lekarskim (raczej wyjątkowo niedobrą). Dlatego w moim przypadku wyjątkowo mocnym wstrząsem było odkrycie, że ilość amyloidu w mózgu narasta w ciągu aktywności dziennej i znika podczas snu. Jeśli śpimy zbyt krótko, proces usuwania amyloidu nie dokona się w pełni, a skutki jego gromadzenia to postępująca destrukcja. Skutkuje to postępującym osłabieniem sprawności mózgu aż po chorobę Alzheimera.

Zasiadając przed monitorem komputera, konsoli, czy też zerkając na ekran smartfona tracimy poczucie upływającego czasu, gdyż zawsze dążymy do czegoś ekscytującego. W przeszłości ludzie czasami tak się nudzili, że rozpacz brała. Teraz to niemożliwe – mamy smartfony. Ekscytująca gra czy portal społecznościowy może nam zabrać większość czasu przewidzianego zgodnie z prawami natury na sen. Ulegając w zmaganiach z pokusą zarwania nocy, możemy dojść do autoironicznego stwierdzenia „sen należy do słabych”.

Po jakimś czasie można dosłownie i na zawsze zapomnieć o bożym świecie.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Co łączy otyłość z przebiegłym uwodzeniem dziewcząt.

       Żyjemy w świecie bogatym w coraz bardziej wyrafinowane toksyny.  Nawet w niewielkim stopniu nie zdajemy sobie sprawy jak mogą one wpływać na nasze odczucia, decyzje, zachowanie.  Tak więc, kumulując się w naszym ciele mogą skutkować niespodziewanymi reakcjami.  Ostatnio w centrum uwagi mam problem oddziaływania antymonu na człowieka. Pierwiastkiem tym jestem zafascynowany już od 14 roku życia. Wówczas dowiedziałem się o jego nadzwyczajnym działaniu leczniczym. Wyczytałem, że w XVI wieku obowiązywała zupełnie odmienna koncepcja medycyny.  Leczenie powinno być skuteczne a leki ekonomiczne. Antymon spełniał wszystkie te oczekiwania. Tabletka (kulka) z antymonu po połknięciu u osób wrażliwych i tego potrzebujących (nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu) powodowała natychmiastowe wymioty.  Z kolei u osób z chronicznym zaparciem skutkowała gwałtowną biegunką. Po zabiegu terapeutycznym sięgano po patyczek, by wygrzebać z wydalonej (w taki czy inny sposób) treści cenną tabletkę. Po umyciu lub wytarciu nadawała się do ponownego użycia. Nie bez przesady można uznać, że był to środek lecznicy wielopokoleniowy. Fascynujące!

Przejdźmy teraz do przebiegłego uwodzenia  dziewcząt. Opiszę tu metodę chętnie stosowaną na zachodzie Europy przez zdeterminowanych i przebiegłych osobników płci męskiej.  Było to w czasach czasach, gdy dziewczęta nie nosiły bielizny. Zbierali oni chrząszcze omomiłki, pozbawiali je życia, po czym suszyli i ucierali w drobny pył. Przed zabawą taneczną rozsypywali ów pył w miejscu gdzie odbywała się zabawa. Podczas tańców z przytupywaniem pył unosił się do góry (pod suknie) i osiadał na intymnych częściach ciała dziewcząt. Powodował tamże podrażnienie i delikatne palenie. Nieświadome podstępu dziewczęta czując ten niezwykły objaw siłą rzeczy koncentrowały uwagę na tej ważnej części ciała, ostatecznie w swej niewinności dochodząc do wniosku, że jest to pobudzenie seksualne z powodu partnera w tańcu. To przekonanie zapewniało przychylność dziewczęcia i ułatwiało szelmie osiągnięcie zamierzonego celu. W każdym razie podrażnienie ciała sprawia, że mniej lub bardziej świadomie chcemy temu zaradzić.

Wróćmy z powrotem do antymonu. Badając jego poziom w organizmie zauważyliśmy ciekawą (prawdę mówiąc dla ofiar tegoż – nieciekawą) korelację,  że osoby z uroczą nadwagą i niepohamowanym apetytem są zazwyczaj podtrute antymonem. Nie jest go na tyle dużo, by powodować wymioty i biegunkę, ale wystarczająco, by drażnić żołądek powodując nieustającą potrzebę przyjemnego jego zapełniania (podobnie było tymi chrząszczami).   W każdym razie  można powiedzieć,   że dolegliwości brzuszne zmniejszją podczas jedzenia. Ponieważ zatrucie antymonem ma charakter przewlekły doprowadza to do otyłości.   Przeprowadziliśmy małe śledztwo, skąd ten antymon. Okazuje się, że jego źródłem jest woda i żywność trzymana w plastikowych opakowaniach. Antymon jest katalizatorem reakcji polimeryzacji stosowanym przy produkcji opakowań z tworzyw sztucznych.

Zapamiętały badacz powinien teraz sprawdzić, jakie katalizatory są używane przy produkcji przędzy do bielizny damskiej. Może jakieś dobrodziejstwa są w zasięgu ręki.

 

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Król toksyn mineralnych. Przekleństwo kadmu.

Poszukując przyczyn barier zdrowienia a także szerzącej się epidemii obniżonej płodności, zaczęliśmy respektować rujnujące zdrowie działanie metali ciężkich. Mimo że dość powszechnie zauważa się toksyczność rtęci czy ołowiu, to wydaje się, że najbardziej podstępne może być oddziaływanie kadmu. Znalazłem nawet opinię, że arszenik w porównaniu kadmem może być traktowany jako „odżywka”. Tylko radioaktywny uran może być gorszy. Obserwując skutki intoksykacji kadmem muszę potwierdzić, że jest w tym sporo prawdy. Warto przestać ignorować narastające niebezpieczeństwo.

Mimo że kadm jest pierwiastkiem o stosunkowo niskim udziale w budowie skorupy ziemskiej (stanowi 0,00005% jej masy), ma jednak znaczący wpływ na zdrowie człowieka. Jest częstym składnikiem utwardzającym stopy metali. Znaczące ilości kadmu uwalniają się z ruchomych części samochodów. Potwierdza to szybko rosnący jego poziom w glebie im bliżej do szlaków komunikacyjnych. A także uwalnia się w znaczącej ilości przy spalaniu węgla kamiennego.

Kadm podstępnie obezwładnia nasze myślenie, otępia, gasi aktywność odzierając nas z energii. Rabunek energii (ATP) niszczy podstawy procesów życiowych i jeśli nie zaczniemy temu przeciwdziałać, zupełnie rujnuje zdrowie. Kadm obok własnego działania toksycznego bardzo szybko wypiera z organizmu cynk, żelazo, miedź i magnez. Tracimy przez to zarówno odporność immunologiczną, co i stabilność emocjonalną. Zmiany te przebiegają podstępnie i mogą nas wprowadzić w błąd odnośnie przyczyny. Na przykład może się zdarzyć, że u młodzieży dochodzi do zachowań o charakterze depresyjnym czy też niestabilności emocjonalnej znacznego stopnia. Może się to przejawiać w postaci oporności na wszelkiego rodzaju argumenty, pasywności czy zamknięciu się na kontakty i relacje z innymi. Identyfikujemy to jako problemy związane z trudnym okresem dojrzewania. Wszystkie te objawy mogą być związane z zatruciem kadmem. W takiej sytuacji już w 2-3 tygodniu po uzupełnieniu niedoborów wypieranych przez kadm metali możemy doświadczyć cudownej przemiany osobowości. Problematyczne zachowanie często ustępuje bez śladu. Nie znaczy to jednak, że kadmu już nie ma. Jego usunięcie to wieloletnia praca.

Kadm hamując wytwarzanie związków wysokoenergetycznych boleśnie dotyka osoby czynne zawodowo. Pozbawia sił i sprawia, że zamiast walczyć o lepsze jutro przechodzimy na program przetrwania. Brak związków wysokoenergetycznych skutkuje upośledzeniem procesów naprawczych w tkankach, prowadząc do przyśpieszenia procesów starzenia poprzez stopniowe wyrodnienie tkanek. Finalnie stwarza to ryzyko zainicjowania choroby nowotworowej, szczególnie raka prostaty.

Kadm kumuluje się w trzustce dając objawy przewlekłych lub nawracających bóli brzucha, a przy nasileniu objawów wymioty. Mogą go mieć w nadmiarze chorzy bezskutecznie starający się poprawić stan swojego przewodu pokarmowego chcąc uwolnić się od bóli i krwawienia. Gromadzi się także w nerkach, co też nie napawa optymizmem.

Przykre jest to, że jako metal o niskiej masie cząsteczkowej kadm jest nadzwyczaj mobilny. W odróżnieniu od przyciężkawego i statecznego ołowiu, który rzadko wnika poniżej 20 centymetrów w głąb gruntu (przy drogach), kadm posiada niewiarygodną wręcz zdolność migracji, także do organizmów żywych. Dostając się tam pozostaje na długo. Można powiedzieć, że staje się rekordzistą w zasiedziałości. Jego okres półtrwania w organizmie człowieka to 16-30 lat. Dlatego ważne jest orientowanie się, w jakich produktach kumuluje się kadm i z jakiego kraju produkty niosą takie zagrożenie. Są rejony, gdzie jest go stosunkowo dużo w glebie. Należy unikać ziemniaków uprawianych przy drogach lub w rejonach przemysłowych. Nie bez grzechu jest też sałata. Za tymi roślinami kryje się większość intoksykacji kadmem w Polsce.

Mam w szufladzie masę „ekologicznych” ogniw niklowo-kadmowych. Jeśli wyrzucę je do kosza lub gdziekolwiek to będzie oznaczało, że rzuciłem współczesne przekleństwo. Jest dla mnie zdumiewające jak świat się zmienił.

Opublikowano dieta, zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kuracje detoksykujące nie mają już większego sensu

Przemysł nigdy nie zrezygnuje z „dobrodziejstw” stosowania w procesie produkcji metali ciężkich. Każdego dnia tysiące ton szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych dla nas metali i substancji opuszcza fabryki jako część składowa produktów. W ten sposób tracimy często wszelką kontrolę nad rozprzestrzenianiem się w otaczającym nas świecie niebezpiecznych metali takich jak rtęć, ołów, kadm czy równie lekkie co podstępne aluminium, gdyż nie zdajemy sobie sprawy z obecności takich składników. To są setki tysięcy ton ołowiu, kadmu, rtęci i temu podobnych toksyn wnikających w bezpośrednie sąsiedztwo człowieka.

Nie jesteśmy o tych zagrożeniach w pełni informowani, dlatego też nie doceniamy wagi problemu. Ze względu na to, że skażenie środowiska niebezpiecznymi substancjami jest już oczywiste, oswajamy się z tym i bagatelizujemy zagrożenia. Większością zagrożeń nikt specjalnie się nie interesuje, a właśnie ich wpływ może decydować o naszym zdrowiu. Za przykład może nam posłużyć problem pyłu uwalnianego z klocków  hamulców samochodowych podczas hamowania. Jest oczywiste, że używane są nagminnie w miastach (gdzie też zaludnienie jest największe). Hamowanie uwalnia pył tak drobny, że bez większego trudu dostaje się także do naszych mieszkań. Podczas oddychania dostaje się do pęcherzyków płucnych, skąd nie ma drogi odwrotu. Jego składowe zostają lub przenikają do krwi. W ten sposób nasze ciało jest „wzbogacane” o składniki, z których zrobiono klocki hamulcowe. Ma więc duże znaczenie, czym nas się w ten sposób „wzbogaca”. A było czym, skoro obecnie wprowadzono zakaz używania do ich produkcji kadmu, rtęci, antymonu, ołowiu i azbestu (w przyszłości także miedzi). Tragiczne jest to, że bardziej nas rusza miejski pył osiadający na futrynach, szybach i parapetach niż to, że takie powietrze nieustannie filtrujemy naszymi płucami.

O zdrowiu i długowieczności współczesnego człowieka decyduje zdolność do usuwania wszelkiego rodzaju skażeń i toksyn. Obecny masowy napływ różnego rodzaju szkodliwych substancji sprawia, że nie tyle ma sens podejmowanie kuracji oczyszczających, co zmiana stylu życia. Zmiana na taki, w którym stale mamy na uwadze blokowanie napływu toksyn, szczególnie też uwzględniając poprawę funkcji metabolicznych za to odpowiadających. To już nie są krótkotrwałe kuracje detoksykujące, to nowy styl życia.

Pojawiła się konieczność podejścia do zagadnienia w sposób dużo szerszy niż w ujęciu indywidualnym. Stale narasta skażenie gleby metalami ciężkimi. Źródeł tego jest mnogość. Z powietrza poprzez dymy, poprzez unoszący się pył ze ścierających się części ruchomych pojazdów, nawozy i środki ochrony roślin, wodę. W każdym razie źródła są niezliczone. Wszystko to kumuluje się w glebie i łatwo przenika do roślin, po czym ulega koncentracji w ciele karmiących się nimi zwierząt czy też w nas samych spożywających płody rolne.

Uciekamy od nadmiernie skażonej żywności w kierunku nabywania certyfikowanych produktów ekologicznych, czy też samodzielnie uprawiamy ogrody. To nie wystarczy. Musimy czynnie pozbywać się toksycznych metali z gleby. Pomocna jest nam w tym przyroda. Tak więc skażoną ołowiem ziemię możemy oczyszczać uprawiając Rajgras wyniosły. Jest to roślina hiperakumulująca ołów. Zabieramy ją z pola i składujemy w miejscach, które raczej nigdy nie będą planowane do uprawy. Kadmu możemy pozbywać się poprzez uprawę znanego chwastu – Tobołków polnych, postępując podobnie jak z Rajgrasem.

Wygląda na to, że niedługo doświadczymy w rolnictwie (najpierw ekologicznym) nowej wersji trójpolówki, gdzie raz na 3 lata będzie zasiew takiej czy innej rośliny hiperakumulującej metale.

Całe szczęście, że z wiekiem tracę włosy na głowie. Zawsze mi się jeżyły jak widziałem ludzi, którzy biegają z opryskiwaczem, opryskując herbicydami chodniczki z nienawiścią do koloru zielonego. Niedługo nikt nie zarzuci mi, że chodzę nieuczesany.

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Daj cynk (dziecku)

Z roku na rok przybywa chorych, w których wnętrzu skrywa się jakaś bariera utrudniająca lub niwecząca stosowne działania lecznicze. Pojawia się, ujmując sprawę matematycznie, zbiór osób, na których przyjęte metody leczenia nie działają. Są to wybrane osoby, u których należy albo zmienić sposób leczenia albo poszukać nietypowych czynników rujnujących zdrowie.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy wiedzą o istnieniu toksyn, a czasami przykładają do zwiększenia ich ilości w środowisku. Niektórzy nie wyobrażają sobie by tego nie robić, gdyż w zasięgu ręki są agresywne preparaty na komary, chwasty na chodniku, grzybicze plamy na pomidorach itp. W powietrzu unosi się pył z klocków hamulcowych samochodów, ścierających się opon, palących się odpadów czy wyziewów fabrycznych. Do naszego ciała wszelkimi drogami wdzierają się wszelkiego rodzaju toksyny w tym także metale ciężkie.

Poszukując sposobów na rozwiązanie problemów zdrowotnych musimy brać pod uwagę działanie toksyn na nasz organizm. Ten problem powoli wysuwa się na pierwsze miejsce. To, że nie badamy standardowo zawartości metali ciężkich w naszym ciele, jest strusią formą chowania głowy w piasek.

Najprostszym sposobem eliminacji toksyn, jest zdrowy metabolizm. Ostatnio, ogólnie rzecz biorąc, jest mniej zdrowy z powodu zakwaszenia, odwodnienia (pielęgnujmy akwaporyny!) i niedoborów. Szczególnie niebezpieczny w tym względzie jest niedobór cynku. Mamy go za mało w diecie. Jest też „perfidnie” wypłukiwany z jelit przez fityniany. Jeśli zdamy sobie sprawę, że bez jego obecności nie funkcjonuje prawidłowo lub wcale nie funkcjonuje 200 enzymów! wówczas można powiedzieć, że nasze ciało zamienia się w filtr wyłapujący wszelkiej maści i rodzaju toksyny. Szczególnie organizm dziecka jest narażony na działanie toksyn. Jego ciało jest bardziej przepuszczalne dla wszelkich szkodliwych czynników i dodatkowo przeciążone wysiłkiem rośnięcia.

Podsumowując, dla osiągnięcia specjalnych wyników daj cynk dziecku (nie zapominając też o sobie).

Opublikowano dieta, wellness, zdrowie | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pochwała szpinaku

Podobnie jak znaczna część populacji byłem skażony awersją do szpinaku. Możliwe, że przyczyną tego było byle jakie przyrządzanie potraw ze szpinaku, przypominających mało apetyczną zieloną breję. Obecnie jednak co roku uprawiam szpinak w swoim ogrodzie. Między innymi z tego powodu, że zadziwia mnie swoją żywotnością. Jest to roślina o  zmieniającej się formie w zależności od fazy rozwojowej. W młodej roślinie dominują procesy wapnia przechodzące płynnie w miarę rozwoju w dominację procesów krzemu. Taka transformacja rokuje niezwykle korzystny wpływ na zdrowie. Nie będziemy skupiać się na bardzo bogatej zawartości związków odżywczych, tylko na uogólnionym wpływie na człowieka.

Przed laty fascynowały mnie obserwacje dotyczące wpływu i działania wybranych gatunków zbóż na nasze zdrowie i sposób myślenia. By ich własności w pełni się objawiły, należało przez co najmniej tydzień spożywać tylko jeden wybrany produkt spożywczy. Na tyle długo, by wygasło zaciemniające działanie innych składników naszego codziennego odżywiania się. Okazuje się, że każde zboże wpływa na nas w sposób swoiście jednoznaczny, wspierając lub hamując różnego rodzaju aktywności. Tak więc żywność to nie tylko kalorie. Z jedzeniem wnosimy znacznie więcej do naszej fizjologii niż się spodziewamy.

To co mnie zachwyca w szpinaku, to budzenie świadomości i zdolności koncentracji uwagi. Z racji obecnych procesów krzemu wspiera kreatywne myślenie. Przejawia się to także poprzez działanie uruchamiające rozwój mowy u dzieci. Podobnej natury są procesy chroniące nas przed cukrzycą.

Silny proces krzemu wzmacnia procesy widzenia i wszelkie funkcje zmysłowe, nawet te nieuświadomione. Skuteczna komunikacja narządów między sobą jest warunkiem dobrego zdrowia, a właśnie to warunkuje obecność krzemu. Krzem też skutecznie blokuje procesy wyrodnienia prowadzące ostatecznie do nowotworów.

Zdaję sobie sprawę z tego, że zielenina jest korzystna dla zdrowia. Ostatnio po raz kolejny zweryfikowałem swoje upodobania żywieniowe. Obecnie nękają mnie wątpliwości co wartości odżywczej-prozdrowotnej sałaty. Jest ona całkowicie ignorowana przez konie i ptaki (przynajmniej te, które hodujemy). Wydaje się, że one coś wiedzą z czego my jeszcze nie zdajemy sobie sprawy.

Natomiast nigdzie nie spotkałem rośliny zjadanej z równą pasją przez papugi i kanarki, jak ma to miejsce w przypadku szpinaku. Dla wszystkich ptaków jest niezwykle ważne, by jedzenie było bogate w krzem. Jest to składnik mineralny zapewniający zdrowe upierzenie i bystry wzrok.

Współcześnie u większości ludzi powszechny jest chroniczny niedobór krzemu. Ten niedobór objawia się między innymi skłonnością do zakażeń pasożytniczych czy też coraz częstszych chronicznych infekcji skóry. Musimy więc uwzględniać w naszej diecie rośliny bogate w krzem tj. marchew, topinambur, proso itp. Świadomość dobrodziejstw jakie nas spotykają poprzez spożywanie nawet zielonej brei spowodowało u mnie cudowną przemianę zmysłu smaku.

 

 

 

 

Opublikowano dieta, wzrok, zdrowie | Dodaj komentarz