Nie zawsze toksyny szkodzą, często pomagają.

O toksynach można powiedzieć jedno – zawsze na kogoś lub na coś działają. Tak na przykład gluten jest toksyną, która zawsze niekorzystnie działa na człowieka.  Mniej lub bardziej niekorzystnie, ale zawsze szkodzi. Mimo to ludzie podjęli wysiłek hodowli  wysokoglutenowych odmian zbóż, głównie pszenicy. Zjadając potrawy z glutenem część osób cierpi na dolegliwości brzuszne, nie zdając sobie sprawy z przyczyny. Gluten ma za zadanie odstraszać zwierzęta żywiące się ich nasionami.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że toksyny wywarzane przez organizmy żywe zazwyczaj mają jakiś istotny cel w walce o przeżycie i ekspansję. Tak np. jagody pokrzyku wilczej jagody mogą śmiertelnie zatruć dziecko (są piękne, soczyste i błyszczące), natomiast ptaki mogą je jeść bezkarnie. Zwierzęta i człowiek nie są tu pożądanymi konsumentami, bo rozgryzając owoce mogą niszczyć nasiona, a ptak połyka je w całości. Natomiast pietruszka, nasza wspaniała przyprawa, jest dla ptaków toksyczna. Podobne przykłady można mnożyć.

Tutaj chcę poruszyć ciekawe zagadnienie związane z krytycznym momentem rozwoju rośliny jakim jest kiełkowanie nasion. Wówczas roślina przechodzi z formy „przetrwalnikowej” w formę delikatną, ale niespotykanie aktywną życiowo. W powszechnym mniemaniu kiełki roślin są zdrowe. Ja nie byłem do tego w pełni przekonany, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, kiełki bardzo łatwo ulegają pleśnieniu. Musimy przecież zapewnić wilgoć do ich wzrostu. Pleśnienie nasionek prawie pewne,  jeśli roślina macierzysta była nawożona nawozami azotowymi. Po drugie, kiełkujący zawiązek jest szczególnie narażony na zjadanie przez owady, ptaki i inne zwierzęta. By się temu przeciwstawić roślina musi wytwarzać toksyny!

Na szczęście co dla jednego jest toksyną, dla drugiego może być smakowitym kąskiem. Podczas wizyty u pani Lidii Dreczko, zostałem nauczony prawidłowego prowadzenia kiełkowania, czym się z przyjemnością dzielę. Po pierwsze, jeśli chcemy podkiełkowywać nasiona różnych gatunków roślin, musimy w sąsiedztwie wysiewać takie, które będą wydzielać substancje hamujące rozwój pleśni i bakterii. Po drugie, należy pozwolić, by roślinka mocniej podrosła i zazieleniła się. Najlepiej jako rośliny ochronne sprawdzają się rzodkiewka i gorczyca. Co prawda ta druga wolniej kiełkuje. Naczynie do kiełkowania jest wypełnione taką ilością lotnych związków siarkowych, że ryzyko rozwoju pleśni zdecydowanie maleje.

Rzodkiewka – półka środkowa, wyprzedza kiełkowanie gorczycy – półka górna i lucerny – półka dolna, chroniąc je wydzielanymi związkami siarki przed pleśnieniem.

To co dla grzybów jest toksyną dla nas jest wspaniałą przyprawą ożywiającą przemianę materii i mającą działanie ochronne przed szkodami, jakie sobie czynimy przez stress i przeciążenie skrajną aktywnością umysłową. Oznacza to również to, że ma działanie przeciwmiażdżycowe i detoksykujące. Z tego względu ma sens uzupełnianie kiełkami naszej diety przez okrągły rok. Faktem jest, że skiełkowana rzodkiewka jest wspaniałą i smaczną przyprawą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii dieta, wellness, zdrowie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nie zawsze toksyny szkodzą, często pomagają.

  1. Lidia D. pisze:

    Cieszę się , że choć daleko mi do wiedzy, jaką reprezentuje autor, moje „eksperymenty” kulinarne spotkały sie z przychylnością i aprobatą!
    To dla mnie niezwykle miłe, Panie Doktorze 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s