Szok probiotyczny, czyli jak uratować swój żołądek od zguby

Natura człowieka kocha podziały. Dzielimy wszystko co nas otacza (nie tylko majątek), gdyż umożliwia nam to orientowanie się w czasie (podzielonym na sekundy, godziny itd.) i przestrzeni (od milimetra po parseki, a może jeszcze większe jednostki). Takie podejście do rzeczywistości sprawia, że może nam umykać fakt, że świat, w tym świat ożywiony, jest spójną całością. Jest bardzo dużo uniwersaliów, których my nie zauważamy lub nie jesteśmy świadomi. Jednakże mają one kluczowy wpływ na nasze życie. Jako fascynat i praktyk upraw ekologicznych muszę przyznać, że ciągle jestem pod wrażeniem tego, jak bliskie jest pokrewieństwo życia glebowego i życia w naszych jelitach (mikrobiomu).  Chodzi tu o wpływ życia mikrobiologicznego gleby na dobre lub złe odżywienie roślin i życia mikrobiologicznego w jelitach na stan odżywienia i zdrowia człowieka. Szczególnie inspirujące jest to, że istnieje duże pokrewieństwo między drobnoustrojami jelitowymi i glebowymi. Codziennie z pożywieniem dostarczamy sobie (lub dostarczaliśmy) porcję bakterii glebowych. Z drugiej strony od zawsze wiadomo, że gleba nawożona jest obornikiem – produktem otrzymanym z odchodów zwierzęcych z przeogromną ilością drobnoustrojów z ich jelit, który odżywia glebę w sposób niezrównany.  Natomiast my ludzie czerpiemy korzyści w postaci obfitego i zdrowego plonu (Hmm… i bakterii).

A teraz do rzeczy:

Jedną z rzeczy, które wywarły na mnie przeogromne wrażenie podczas studiów medycznych były pewne zajęcia z chirurgii. Z zapałem okazywano nam rodzaje operacji żołądka, podczas których usuwano jego różnej wielkości fragmenty (aż do pozostawienia kikuta). Był to powszechnie przyjęty sposób leczenia choroby wrzodowej żołądka. Tak nakazywały wówczas standardy postępowania. Tragiczne jest to, że w tym czasie były już opublikowane prace naukowe wyjaśniające rzeczywistą przyczynę choroby wrzodowej i dające możliwość w miarę bezpiecznego usunięcia schorzenia poprzez tzw. eradykację Helicobactrer pylori. Iluż nieszczęśników zapłaciło cenę utraty swoich żołądków z powodu odrzucenia przez środowisko medyczne (autorytety) wyników tych badań. Ostatecznie australijscy badacze po wielu latach zostali docenieni i uhonorowani Nagrodą Nobla. Spotkałem się z oceną, że poślizg ów trwał około 30 lat.

Z mojego punktu widzenia istnieje pewne podobieństwo z sytuacją z jaką mamy do czynienia obecnie. Są osoby ze skrajną otyłością (lub mniej skrajną), które decydują się na zmniejszenie żołądka. Jednocześnie są wyniki badań mówiące o tym, że owa otyłość to zaburzenie równowagi mikrobiologicznej w jelitach na rzecz uznanych (!) bakterii probiotycznych (Firmicutes), z których część jest uznawana za bardzo cenne dla zdrowia i uzupełniana w postaci probiotyków praktycznie przy każdej antybiotykoterapii. Zwiększają one przyswajalność i dostępność składników odżywczych, a także wytwarzają mediatory zmuszające wątrobę do intensywnej biosyntezy tłuszczu. Potwierdzono ów wpływ przeszczepiając cały mikrobiom osób otyłych osobom zdrowym prowokując szybkie pojawienie się otyłości. Z drugiej strony zostało potwierdzone w licznych badaniach, że podawanie wybranych równoważących ich wpływ szczepów bakterii (Bacterioides) skutkuje spadkiem masy ciała aż o 30% bez zmiany sposobu odżywiania.

Jest paradoksem, że procesy, które były korzystne w przeszłości, gdyż od nich zależało przeżycie człowieka w okresach głodu, obecnie wywierają negatywny wpływ. Przy obfitości jadła ujawniają swoją niekorzystną stronę.

Jest pewna jedność życia glebowego życiem w naszych jelitach. Jeżeli mamy bogatą skałę macierzystą nie oznacza to, że na pewno rozwinie się z niej żyzna gleba. To, w którym kierunku pójdzie kształtowanie gleby zależy od mikroorganizmów ją zasiedlających. Może być tak, że po zaistnieniu jakichś okoliczności dojdzie do niewielkiej zmiany w składzie drobnoustrojów, po czym cały „metabolizm glebowy” ruszy w kierunku destrukcji. Mimo bogatego podłoża gleba stanie się wtedy nieurodzajna. Nieuchronnie nasuwa się tu porównanie z życiem społeczno-ekonomicznym ludzi. Nieliczni uznani za liderów kierują aktywność znakomitej większości ludzi w dobrym (budującym) lub złym (destrukcyjnym) kierunku. Jako owoc takiego działania społeczeństwo staje się coraz coraz bogatsze lub biedniejsze. W glebie jeśli liderzy sieją destrukcję, znajdują masywne wsparcie ze strony innych mikroorganizmów uruchamiając lawinę przemian w złym kierunku. Jeśli dominują liderzy drobnoustrojów kierujący aktywność w dobrym kierunku, możemy osiągnąć zaskakująco dobre polony w uprawach na piaszczystej, z założenia ubogiej glebie.

Walczymy o to, by mieć żyzną glebę i wysokie plony. Lecz w sytuacji gdy na żyznym polu wysiejemy trawę i będziemy wypasać konie może się okazać, że niszczymy ich zdrowie, gdyż taka murawa jest za bogata dla niektórych ras np. koni ras prymitywnych (takich jak arabskie, kucyki szetlandzkie). Takie konie, pochodzące z regionów ubogich w rośliny, doskonale „nauczyły” się przyswajać jedzenie, w związku z tym na bogatej diecie zaczynają chorować. Notorycznie pojawia się otyłość, cukrzyca i choroby zwyrodnieniowe (Skąd my to znamy?). „Korzystne” mikroby ruszają do pracy, przy obfitości jadła dochodzi do nadmiernego przyswajania, co doprowadza do podobnych problemów zdrowotnych. By się uchronić od usunięcia żołądka lub wyjść z impasu zdrowotnego musi ustąpić opór znakomitej większości środowiska naukowego podobnie jak było z Helicobacter pylori.

Porównując zdrowie społeczeństw bogatych i biednych zauważa się, że w tych biednych zdecydowanie rzadziej dochodzi do cukrzycy, zapalenia tarczycy, jelit, słowem, chorób z autoagresji. Przyczyną najprawdopodobniej jest zbyt mała ilość bakterii E. coli w jelitach. Obecność tych bakterii po urodzeniu jest ważna by prawidłowo zaprogramować naszą immunologię.

Jakie jest wyjście z impasu?

Istnieje bezpieczny i skuteczny sposób przywrócenia zaburzonej lub proporcjonalnie niekorzystnej równowagi mikrobiologicznej jelit. Sposobem tym jest odżywienie właściwych liderów, bakterii, których obecność chcemy zwiększyć. Dotychczas cały wysiłek szedł by wzmocnić Firmicutes (bakterie kwasu mlekowego), czas na Bacterioides.  Praktycznie wszystkie probiotyki dostępne na rynku zawierają bakterie typu Firmicutes i na peweno ułatwią nam regenerację i nabranie ciała. Osobiście jestem zwolennikiem bardziej naturalnej drogi. Trzeba odżywić liderów. Odżywkami dla bakterii są najczęściej substancje resztkowe (błonniki), których my nie trawimy. Mamy ich w diecie dramatycznie za mało. Musimy pielęgnować każdą rację błonników.  Tak się przyjęło, że żyjemy w kulturze picia soków.  Pozbawione są błonnika, za to bogate w cukier, który wydaje się bardziej odżywiać Firmicutes. Jestem trochę w szoku widząc modne sposoby poprawiania zdrowia, polegające na nabywaniu wyciskarek do soków. Chyba że wylewamy sok do zlewu, a zjadamy to co zostało po wyciśnieciu. W tej frakcji znajduje się najwięcej rzadkich i cennych rodzajów błonnika, którym możemy właściwie odżywić bakterie jelitowe. W ten sposób dajemy szansę bakteriom jelitowym na złapanie nowej korzystniejszej równowagi. Poprawiamy również perystaltykę jelitową (usuwanie toksyn) i zmniejszamy apetyt dostarczając błonniki rozpuszczalne i żelujące. W ten sposób sprawnie obniżamy również poziom cukru i cholesterolu we krwi.

Ponieważ w naszych jelitach jest więcej bakterii niż komórek naszego ciała, koncepcje odżywiania idą w zupełnie innym kierunku. Teraz koncentrujemy się na karmieniu właściwych bakterii jelitowych, a one zadbają najskuteczniej o nasze zdrowie. W tym kierunku zaczynają się rozwijać programy suplementacyjne. Już nie wystarczy proste podawanie witamin, trzeba karmić bakterie.

Zatoczyliśmy koło. Dziś dotarliśmy do nie mniej groźnych chorób czystych rąk i czystej żywności. Czas na znalezienie drogi odwrotu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii dieta, wellness, zdrowie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Szok probiotyczny, czyli jak uratować swój żołądek od zguby

  1. Katarzyna pisze:

    Czy obfity plon oznacza że mam dobre bakterie w glebie? Pytam, bo obornik który stosuje pochodzi od krów które stoją w oborze i dają mleko…. trawe to one na pastwisku jadły tylko młodości – wtedy było prawie idealnie o ile trawa była bez nawozów… W co wątpię po policzeniu ile razy jest koszona w ciągu sezonu… Męczy mnie to, bo co niektórzy zwolennicy warzyw ze sklepu (i własnego lenistwa) zarzucają mi że moje uprawy nie mają prawa być zdrowe gdyż obornik jest od krów które rolnik karmi odżywkami i faszeruje chemią…

    • akozlowski pisze:

      Obfity plon mówi, że ziemia nie ma się najgorzej. Ważne by obornik miał przyjemny zapach (tzn nie cuchnął) Większość domniemanych „paskudności ” bakterie rozłożyły zanim obornik dotarł na pole. Prawdziwym problemem może być skażenie metalami ciężkimi bo ich bakterie nie rozłożą i w tej sytuacji nie ma to miejsca. Poza tym, jeśli krowy nie będą miały właściwego mikrobiomu w przewodzie pokarmowym to zdechną.

      • Katarzyna pisze:

        Czy te metale ciężkie i ich poziom w mojej glebie mogę zbadać laboratoryjnie? Cześć pastwisk i kukurydzy na pasze rośnie przy drogach krajowych więc ekspozycja ma miejsce…

      • akozlowski pisze:

        Wapnowanie gleby zazwyczaj skutecznie zmniejsza wchłanianie przez rośliny metali ciężkich. Ale także możemy zastosować uprawy roślin wychwytujących metale ciężkie. Np Rajgras wyniosły skutecznie kumuluje ołów, jest go 1000x więcej niż w glebie. Można zasiać, zebrać i wywieźć w bezpieczne miejsce. I na wiele lat po problemie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s