Depresja sadownika czyli rozważanie nad zwiędłymi jabłkami. Wstęp do diety rozpaczliwej.

Podczas zakupów w sklepie zatrzymałem się przy półce z jabłkami. Pięknie błyszczące, starannie opakowane, nic tylko kupować. Jednak w tym obrazie pojawił się dysonans. Nasz mózg ewolucyjne nauczony jest wyszukiwania nieprawidłowości. Np. mój syn bez problemu „na zamówienie” wyszukuje czterolistne koniczyny. Zwraca po prostu uwagę na to, że „coś nie gra” w murawie. Tak mnie to fascynowało, że mnie też tego nauczył. Wracając do półki. Były tam też piękne jabłka, które zaczynały więdnąć… ekologiczne.

W Polsce przed z górą 40 laty grupą zawodową najbardziej depresyjną i obfitującą w samobójstwa (szczególnie częste u tych ze zbyt dużym poczuciem humoru) byli satyrycy. Obecnie żyjemy w wolnym kraju, satyrycy mają bardziej wysublimowane poczucie humoru i mniej szkodzące zdrowiu. Według oficjalnych statystyk, doszło do znaczącego przetasowania zagrożonych depresją grup zawodowych. Niespodziewanie na pierwsze miejsce wysunęli się sadownicy. Fakt zaskakujący, gdyż gdzieś w zakamarkach świadomości mamy przekonanie, że sadownictwo jest przyjemnym, budującym, słowem owocnym zajęciem. Warto więc przyjrzeć się bliżej tej rewelacji, starając się odkryć rzeczywiste przyczyny tego stanu rzeczy. Okazuje się, że sadownictwo wymaga dużego nakładu sił i środków, jest kosztowne. Z drugiej strony nieustannie narażone na (perfidne) plagi. Np. w tym roku przyszła nagle późna fala chłodów i zmroziła kwiaty w ogromnej ilości upraw. Mi też zmarzły młode pędy winorośli w zakładanej winnicy tak, że plony były znikome, a krzewy będą wymagały odbudowy na nowy sezon. Choć to nieprzyjemne, nie doprowadziło mnie do zamartwiania się, gdyż w odróżnieniu od sadowników, nie jest to moje źródło utrzymania. Tak więc zależność od zjawisk nieprzewidywalnych (pogoda, owady, politycy) jest już na tyle dużym wyzwaniem, że trzeba się bardzo starać by przetrwać. Największym jednak problemem jest okrucieństwo konsumentów i ono właśnie jest powodem depresji sadowników i ich prób samobójczych (często skutecznych). Tak więc przybliżę ten problem.

Wielokrotnie zdarzało mi się oglądać na Facebooku czy innych mediach zdjęcia pracowników opryskujących różnorodne uprawy bardzo toksycznymi środkami a poniżej liczne komentarze „Jak oni mogą nam to robić! Obrzydliwość! Chcą nas wszystkich wykończyć!„ itp.

Sadownicy natomiast nieustannie miotają się z opryskiwaczami, gdyż muszą robić te opryski po każdym deszczu po to, by owoce były bez najmniejszej skazy. Niektórzy z nich podkreślają z dumą, że prowadzą prawie ekologiczne uprawy, dokonując tylko 20 oprysków w sezonie.jablko

Osobiście bardzo współczuję rolnikom, a szczególnie sadownikom, że są zmuszani do tak niebezpiecznej i dewastującej zdrowie pracy – niezwykle trudno nie ponosić uszczerbku na zdrowiu przy chemicznych zabiegach ochrony roślin. (Zazwyczaj też mieszkają w pobliżu swoich upraw, a to wszystko zieje smrodem. I nie trzeba nikogo przekonywać, że znacząco psuje jakość życia.) Tak postępują by się utrzymać (ekonomia jest bezwzględna). Są zmuszani przez konsumentów wybierających nieprzyzwoicie tanie i nieprzyzwoicie mało wartościowe produkty. Jeśli konsumenci w miejsce poszukiwań produktów tanich i bez skazy (obróbka chemiczna), doceniliby jakość żywności, będąc podobnie zdeterminowani w poszukiwaniu żywności ekologicznej, wymusiliby zmiany w tejże ekonomii upraw. Przy dużej skali produkcji rolnej doprowadziłoby to do powszechnej dostępności i spadku cen tychże płodów rolnych. Żywności mimo wszystko tańszej, bo zmniejszyłyby się znacząco społeczne koszty leczenia. Wtedy rolnicy, a przede wszystkim sadownicy, mogliby cieszyć się dobrym zdrowiem, a także być przepełnieni poczuciem misji dostarczając zdrowej żywności.

Zawód, który wykonuję (lekarz), i który dodatkowo wykonywałem (rolnik ekologiczny) sprawił, że zdaję sobie boleśnie sprawę z tego, co oferuje PRZEMYSŁ spożywczy. Ta oferta zmusza naszą rodzinę do prowadzenia diety, której nadałem nazwę „diety rozpaczliwej”. Dieta praktycznie wegańska, bez pułapek związanych z produktami uznanymi za bardzo zdrowe, a nadzwyczaj szybko pleśniejącymi, oraz z unikaniem roślin skutecznie kumulujących metale ciężkie. Do porzucenia mięsa zmusiła nas jego tak niska jakość, że strach nim karmić psa, i bogactwo dodatków niemających nic wspólnego z naturą, a wynikających m. in. ze szczególnie zdumiewającej jakości paszy.

Bardzo pomogła nam w prowadzeniu diety rozpaczliwej, (która przez to przestała być rozpaczliwa) koncepcja przygotowania posiłków podana w bestsellerowej książce „Uzdrawianie tarczycy według boskiego lekarza” autorstwa Williama Anthony.

Generalnie cała historia ludzkości powiązana jest ściśle z wysiłkiem zdobywania żywności by przetrwać i wprowadzić na ten świat nowe pokolenia i to się nie zmieniło. Nie ma łatwej drogi.

To było o kreowaniu przyszłości świata za pomocą własnego portfela.

Ten wpis został opublikowany w kategorii dieta, zdrowie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s