Kuracje detoksykujące nie mają już większego sensu

Przemysł nigdy nie zrezygnuje z „dobrodziejstw” stosowania w procesie produkcji metali ciężkich. Każdego dnia tysiące ton szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych dla nas metali i substancji opuszcza fabryki jako część składowa produktów. W ten sposób tracimy często wszelką kontrolę nad rozprzestrzenianiem się w otaczającym nas świecie niebezpiecznych metali takich jak rtęć, ołów, kadm czy równie lekkie co podstępne aluminium, gdyż nie zdajemy sobie sprawy z obecności takich składników. To są setki tysięcy ton ołowiu, kadmu, rtęci i temu podobnych toksyn wnikających w bezpośrednie sąsiedztwo człowieka.

Nie jesteśmy o tych zagrożeniach w pełni informowani, dlatego też nie doceniamy wagi problemu. Ze względu na to, że skażenie środowiska niebezpiecznymi substancjami jest już oczywiste, oswajamy się z tym i bagatelizujemy zagrożenia. Większością zagrożeń nikt specjalnie się nie interesuje, a właśnie ich wpływ może decydować o naszym zdrowiu. Za przykład może nam posłużyć problem pyłu uwalnianego z klocków  hamulców samochodowych podczas hamowania. Jest oczywiste, że używane są nagminnie w miastach (gdzie też zaludnienie jest największe). Hamowanie uwalnia pył tak drobny, że bez większego trudu dostaje się także do naszych mieszkań. Podczas oddychania dostaje się do pęcherzyków płucnych, skąd nie ma drogi odwrotu. Jego składowe zostają lub przenikają do krwi. W ten sposób nasze ciało jest „wzbogacane” o składniki, z których zrobiono klocki hamulcowe. Ma więc duże znaczenie, czym nas się w ten sposób „wzbogaca”. A było czym, skoro obecnie wprowadzono zakaz używania do ich produkcji kadmu, rtęci, antymonu, ołowiu i azbestu (w przyszłości także miedzi). Tragiczne jest to, że bardziej nas rusza miejski pył osiadający na futrynach, szybach i parapetach niż to, że takie powietrze nieustannie filtrujemy naszymi płucami.

O zdrowiu i długowieczności współczesnego człowieka decyduje zdolność do usuwania wszelkiego rodzaju skażeń i toksyn. Obecny masowy napływ różnego rodzaju szkodliwych substancji sprawia, że nie tyle ma sens podejmowanie kuracji oczyszczających, co zmiana stylu życia. Zmiana na taki, w którym stale mamy na uwadze blokowanie napływu toksyn, szczególnie też uwzględniając poprawę funkcji metabolicznych za to odpowiadających. To już nie są krótkotrwałe kuracje detoksykujące, to nowy styl życia.

Pojawiła się konieczność podejścia do zagadnienia w sposób dużo szerszy niż w ujęciu indywidualnym. Stale narasta skażenie gleby metalami ciężkimi. Źródeł tego jest mnogość. Z powietrza poprzez dymy, poprzez unoszący się pył ze ścierających się części ruchomych pojazdów, nawozy i środki ochrony roślin, wodę. W każdym razie źródła są niezliczone. Wszystko to kumuluje się w glebie i łatwo przenika do roślin, po czym ulega koncentracji w ciele karmiących się nimi zwierząt czy też w nas samych spożywających płody rolne.

Uciekamy od nadmiernie skażonej żywności w kierunku nabywania certyfikowanych produktów ekologicznych, czy też samodzielnie uprawiamy ogrody. To nie wystarczy. Musimy czynnie pozbywać się toksycznych metali z gleby. Pomocna jest nam w tym przyroda. Tak więc skażoną ołowiem ziemię możemy oczyszczać uprawiając Rajgras wyniosły. Jest to roślina hiperakumulująca ołów. Zabieramy ją z pola i składujemy w miejscach, które raczej nigdy nie będą planowane do uprawy. Kadmu możemy pozbywać się poprzez uprawę znanego chwastu – Tobołków polnych, postępując podobnie jak z Rajgrasem.

Wygląda na to, że niedługo doświadczymy w rolnictwie (najpierw ekologicznym) nowej wersji trójpolówki, gdzie raz na 3 lata będzie zasiew takiej czy innej rośliny hiperakumulującej metale.

Całe szczęście, że z wiekiem tracę włosy na głowie. Zawsze mi się jeżyły jak widziałem ludzi, którzy biegają z opryskiwaczem, opryskując herbicydami chodniczki z nienawiścią do koloru zielonego. Niedługo nikt nie zarzuci mi, że chodzę nieuczesany.

 

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Daj cynk (dziecku)

Z roku na rok przybywa chorych, w których wnętrzu skrywa się jakaś bariera utrudniająca lub niwecząca stosowne działania lecznicze. Pojawia się, ujmując sprawę matematycznie, zbiór osób, na których przyjęte metody leczenia nie działają. Są to wybrane osoby, u których należy albo zmienić sposób leczenia albo poszukać nietypowych czynników rujnujących zdrowie.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy wiedzą o istnieniu toksyn, a czasami przykładają do zwiększenia ich ilości w środowisku. Niektórzy nie wyobrażają sobie by tego nie robić, gdyż w zasięgu ręki są agresywne preparaty na komary, chwasty na chodniku, grzybicze plamy na pomidorach itp. W powietrzu unosi się pył z klocków hamulcowych samochodów, ścierających się opon, palących się odpadów czy wyziewów fabrycznych. Do naszego ciała wszelkimi drogami wdzierają się wszelkiego rodzaju toksyny w tym także metale ciężkie.

Poszukując sposobów na rozwiązanie problemów zdrowotnych musimy brać pod uwagę działanie toksyn na nasz organizm. Ten problem powoli wysuwa się na pierwsze miejsce. To, że nie badamy standardowo zawartości metali ciężkich w naszym ciele, jest strusią formą chowania głowy w piasek.

Najprostszym sposobem eliminacji toksyn, jest zdrowy metabolizm. Ostatnio, ogólnie rzecz biorąc, jest mniej zdrowy z powodu zakwaszenia, odwodnienia (pielęgnujmy akwaporyny!) i niedoborów. Szczególnie niebezpieczny w tym względzie jest niedobór cynku. Mamy go za mało w diecie. Jest też „perfidnie” wypłukiwany z jelit przez fityniany. Jeśli zdamy sobie sprawę, że bez jego obecności nie funkcjonuje prawidłowo lub wcale nie funkcjonuje 200 enzymów! wówczas można powiedzieć, że nasze ciało zamienia się w filtr wyłapujący wszelkiej maści i rodzaju toksyny. Szczególnie organizm dziecka jest narażony na działanie toksyn. Jego ciało jest bardziej przepuszczalne dla wszelkich szkodliwych czynników i dodatkowo przeciążone wysiłkiem rośnięcia.

Podsumowując, dla osiągnięcia specjalnych wyników daj cynk dziecku (nie zapominając też o sobie).

Opublikowano dieta, wellness, zdrowie | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pochwała szpinaku

Podobnie jak znaczna część populacji byłem skażony awersją do szpinaku. Możliwe, że przyczyną tego było byle jakie przyrządzanie potraw ze szpinaku, przypominających mało apetyczną zieloną breję. Obecnie jednak co roku uprawiam szpinak w swoim ogrodzie. Między innymi z tego powodu, że zadziwia mnie swoją żywotnością. Jest to roślina o  zmieniającej się formie w zależności od fazy rozwojowej. W młodej roślinie dominują procesy wapnia przechodzące płynnie w miarę rozwoju w dominację procesów krzemu. Taka transformacja rokuje niezwykle korzystny wpływ na zdrowie. Nie będziemy skupiać się na bardzo bogatej zawartości związków odżywczych, tylko na uogólnionym wpływie na człowieka.

Przed laty fascynowały mnie obserwacje dotyczące wpływu i działania wybranych gatunków zbóż na nasze zdrowie i sposób myślenia. By ich własności w pełni się objawiły, należało przez co najmniej tydzień spożywać tylko jeden wybrany produkt spożywczy. Na tyle długo, by wygasło zaciemniające działanie innych składników naszego codziennego odżywiania się. Okazuje się, że każde zboże wpływa na nas w sposób swoiście jednoznaczny, wspierając lub hamując różnego rodzaju aktywności. Tak więc żywność to nie tylko kalorie. Z jedzeniem wnosimy znacznie więcej do naszej fizjologii niż się spodziewamy.

To co mnie zachwyca w szpinaku, to budzenie świadomości i zdolności koncentracji uwagi. Z racji obecnych procesów krzemu wspiera kreatywne myślenie. Przejawia się to także poprzez działanie uruchamiające rozwój mowy u dzieci. Podobnej natury są procesy chroniące nas przed cukrzycą.

Silny proces krzemu wzmacnia procesy widzenia i wszelkie funkcje zmysłowe, nawet te nieuświadomione. Skuteczna komunikacja narządów między sobą jest warunkiem dobrego zdrowia, a właśnie to warunkuje obecność krzemu. Krzem też skutecznie blokuje procesy wyrodnienia prowadzące ostatecznie do nowotworów.

Zdaję sobie sprawę z tego, że zielenina jest korzystna dla zdrowia. Ostatnio po raz kolejny zweryfikowałem swoje upodobania żywieniowe. Obecnie nękają mnie wątpliwości co wartości odżywczej-prozdrowotnej sałaty. Jest ona całkowicie ignorowana przez konie i ptaki (przynajmniej te, które hodujemy). Wydaje się, że one coś wiedzą z czego my jeszcze nie zdajemy sobie sprawy.

Natomiast nigdzie nie spotkałem rośliny zjadanej z równą pasją przez papugi i kanarki, jak ma to miejsce w przypadku szpinaku. Dla wszystkich ptaków jest niezwykle ważne, by jedzenie było bogate w krzem. Jest to składnik mineralny zapewniający zdrowe upierzenie i bystry wzrok.

Współcześnie u większości ludzi powszechny jest chroniczny niedobór krzemu. Ten niedobór objawia się między innymi skłonnością do zakażeń pasożytniczych czy też coraz częstszych chronicznych infekcji skóry. Musimy więc uwzględniać w naszej diecie rośliny bogate w krzem tj. marchew, topinambur, proso itp. Świadomość dobrodziejstw jakie nas spotykają poprzez spożywanie nawet zielonej brei spowodowało u mnie cudowną przemianę zmysłu smaku.

 

 

 

 

Opublikowano dieta, wzrok, zdrowie | Dodaj komentarz

Tarcza obronna świadomości, czyli o jeszcze większym konflikcie pokoleń

O tym jacy jesteśmy przemożnie decydują pierwsze 3 lata życia. W tym okresie jesteśmy prawie całkowicie bezbronni pod względem wpływu na nas otaczającego świata. Dzieje się tak do momentu, gdy wypowiemy słowo „Ja”.  To słowo świadczy o przebudzeniu się w nas zarówno świadomości własnej egzystencji jak i odrębności od otaczającego świata. Do tego momentu zarówno dobre jak i złe rzeczy zapadają głęboko w naszą osobowość, kształtując nasz indywidualny obraz otaczającej rzeczywistości. Ten obraz świata zdominuje nasze wnętrze po ostatni moment życia. Jednakże nie jesteśmy automatami.  Mimo wszystko rodzimy się z własnymi założeniami. Dlatego takie same warunki inaczej wpływają na każdego i zmodyfikują ten obraz, co nie oznacza, że wpływ świata nie jest przemożny. Całe późniejsze życie pełne jest zmagań z samym sobą o pozbycie się cech niszczących jakość naszego życia tzw. barier rozwojowych. Ten proces wspiera praca nad rozwinięciem cech pożądanych w sytuacji życiowej jakiej się znaleźliśmy.  Najważniejszą rzeczą jaką przyjmujemy w siebie w tym okresie jest obraz rodziców. Ważne więc by postępowali rozumnie (to wówczas dzieci będą rozumne). Jest to najważniejszy element wychowania. Oddając dzieci do żłobka oddajemy dzieci w zasięg wpływów innych osób. Ten wpływ jest poza naszą kontrolą. Z kolei pomoc dziadków w wychowaniu często działa na nie zbawiennie (choć to również z powodów ekonomicznych jest coraz trudniejsze).

Dzieci pojawiają się u rodziców młodych, w pełni sił życiowych, którzy przebijają się w życiu. Walczą o godne utrzymanie siebie i rodziny, zyskując lub tracąc swoją pozycję w społeczeństwie. Obecna ekonomia oferuje nam permanentny brak stabilności sytuacji życiowej, brak czasu, w to miejsce stress i brak relaksu. Nie są to najlepsze okoliczności do wychowania i kształtowania następnego pokolenia.
Tak więc wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicach. Nierzadko się zdarza, że sami nie radzą sobie ze sobą, swoim czasem  i swoimi finansami (bo najczęściej takie założenia otrzymali od swoich rodziców i tego nie przepracowali). Człowiek świadomy, rozwijający się poznaje swoje założone cechy i wytrwale przezwycięża je. Tak naprawdę okres dojrzewania jest okresem, w którym chcemy uwolnić się od przymusu cech wklejonych w nas przez obcowanie w gronie rodziny. Jest to opisywane jako bunt nastolatków, przebiegający czasem bardzo gwałtownie. Jest to zjawisko korzystne jeśli zwalczane są wpojone cechy negatywne, co niestety rodzice nie zawsze tak odbierają. Najczęściej jednak nie da się tych założeń wykarczować, można żyć obok nich, czyli nauczyć się z nimi tak żyć, by nas nie niszczyły. Jest to budowanie nijako konstrukcji osobowości obok, wybór zasad życiowych, zgodnie z którymi postępujemy, choć wnętrze krzyczy zupełnie coś innego. Towarzyszy nam to (powinno) do ostatnich chwil naszego życia.
Postęp technologiczny spowodował gwałtowne przyśpieszenie wszystkiego co się dzieje w świecie. Tak więc rodzice poruszają się jeszcze szybciej i mają jeszcze mniej czasu (lub ochoty) na zajmowanie się dziećmi. Pomocą w wychowaniu są smartfony i tablety. W tym momencie tracimy całą kontrolę nad tym, co wpływa na nasze dzieci. Ten nowy czynnik kształtujący sprawia, że młode pokolenie gdy wyrośnie, będzie bardzo trudne do pojęcia z punktu widzenia rodziców. Będzie hołdowało zupełnie innym wartościom i budowało w sobie nie mającą wcześniej precedensu konstrukcję świata. Doskonale (naturalnie) radzą sobie ze światem wirtualnym, który dla starszego pokolenia jest mniej lub bardziej zamknięty. Popularne gry cyfrowe ćwiczą umiejętności, których nie mamy szansy kreować w sposób typowy. Przykładowo owocuje to bardziej agresywnym stylem jazdy samochodem. Taki styl jazdy, przypisywany wcześniej prawie wyłącznie młodym mężczyznom nie jest już aktualny. Dużo jest nie mniej agresywnie jeżdżących pań i ta tendencja szybko wzrasta.
Kilkanaście lat temu zauważyłem, że z niektórymi młodymi osobami nie da się skomunikować w sposób werbalny, najlepszym rozwiązaniem jest mail. Teraz praktyczne całe młode pokolenie pływa w internecie i starszemu pokoleniu trzeba nauczyć się nawiązywać kontakt z użyciem różnego rodzaju aplikacji. Główna trudność nie polega na tym, że nie mają do tego predyspozycji. By nie być boleśnie wyalienowanymi muszą wejść do rzeczywistości wirtualnej. Wyrastając przed epoką cyfrową nie mają w swojej duszy wdrukowanej potrzeby tego typu działań. Tak jak zawsze znowu trzeba się zacząć uczyć, a tak się nie chce.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | Dodaj komentarz

Dlaczego mężczyzn hipnotyzuje kolor różowy?

Niektórzy z pogardą osądzają wyraziste cechy męskie, szczególnie ich reakcje na widok kobiety ubranej na różowo. Nie są to uczucia wzniosłe i bezinteresowne. Naturalnym jest, że mężczyznę to motywuje by zdjąć ową odzież niczym skórkę brzoskwini by spróbować owocu. 

Tak się składa, że tego rodzaju reakcje mają dużo głębsze podłoże, sięgające rdzenia osobowości męskiej lub kobiecej. 

Wiedza o tym wcześniej powszechna i oczywista, została właściwie całkowicie zapomniana, co owocuje dramatycznym podcięciem skrzydeł jakiego doświadcza współczesny mężczyzna, zmuszany do przejmowania żeńskich cech osobowości. 

Drobne echo przeszłej wiedzy znajdujemy w sposobie ubierania niemowląt do chrztu. Chłopcy są ubierani na różowo a dziewczynki na niebiesko. 

Okazuje się, że powyższe barwy mają kluczowy wpływ na kształtowanie się prawidłowych cech osobowości człowieka.

Odbiegniemy na chwile od tematu. Jeśli przyjrzymy się czasopismom wystawianym w supermarketach lub na stacjach benzynowych zauważymy, że znakomita ich większość jest kierowana do płci pięknej. Swojego czasu piłem kawę w kawiarni zlokalizowanej w Empiku i obserwowałem co się dzieje w środku. Okazało się, że ów sklep namiętnie odwiedzają panie i panienki, a mężczyźni i młodzieńcy raczej w charakterze osób towarzyszących. Teoretycznie stawia to w złym świetle płeć męską. Prawda jest trochę inna i ma znamiona tragiczne.

Wracamy do tematu barw. 

Jeżeli umieścimy noworodka płci męskiej w łóżeczku z niebieskim baldachimem (warto pamiętać o czymś jak baldachim nad łóżeczkiem, chroniący od zbyt silnych wrażeń płynących z otoczenia) to istnieje ryzyko, że mężczyzna w przyszłości stanie się „filozofem” nie podejmującym zdecydowanych działań i decyzji. Kolor niebieski wyzwala i pogłębia funkcje myślowe. Kobiety są istotami przepełnionymi funkcjami myślowymi, do swojej pełni wymagają związku z mężczyzną by przez jego wolę i siłę działania kształtować świat. Dlatego też niemowlę płci męskiej otaczamy różem i istnieje szansa, że stanie się twardym jak skala w realizowaniu swoich (zainspirowanych przez bliską mu kobietę) zadań. Mężczyzna jest szczęśliwy gdy walczy, zmaga się i przełamuje przeszkody, by jako zwycięzca zyskać podziw i szacunek wybranki swego serca. Kobietę unieszczęśliwia twarde zmaganie się ze światem zewnętrznym, gdyż jej prawdziwym działaniem jest budowanie wewnętrznych inspiracji jak ten świat ma wyglądać i co trzeba pilnie zmienić, a swoją wizją inspirować (nie nakazywać) mężczyznę.  Bez tych inspiracji mężczyzna nadal by sobie żył wygodnie w jaskini.

Przykro powiedzieć, ale przyjęty powszechnie sposób edukacji jest jednostronny. Rozwija cechy bliskie naturze kobiecej (stąd wyraźna i narastająca przewaga studiujących kobiet), natomiast mężczyzn  przemienia z byka w wołu. Wykarczowani z przejawiania woli uciekają od jej koronnej wersji jakim jest poczucie odpowiedzialności za rodzinę, ojczyznę, wiarę.

Zaawansowane badania i obserwacje dotyczące funkcjonowania mózgu (osobowości) rzucają nowe światło na to, jaka jest nasza natura. Wielkim wyłomem w dotychczasowych poglądach było stwierdzenie jedności (nierozerwalnego związku) rozsądku z emocjami. Tłumiąc emocje tłumimy zdroworozsądkowe działania. Budując zdrowe emocje (wychowanie a przede wszystkim samowychowanie) kształtujemy swój los, czyli rezultat ciągu rozsądnych lub nierozsądnych decyzji. 

Najszczęśliwszy jest mężczyzna, który pojął za żonę mądrzejszą od siebie kobietę. Szybko stanie się człowiekiem wielkiego sukcesu, gdyż nie będzie trwonił sił woli na bezproduktywne działania. 

Na koniec, nie wstydzę się tego, że hipnotyzują mnie kobiety ubrane na różowo, a najbardziej zachwyca mnie mądrzejsza żona.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Genetyczny wykrywacz kłamstwa

Postęp nauki odsłania czasem przed nami rzeczy zupełnie nieprzewidywalne i zmieniające radykalnie nasze spojrzenie na świat. Niepodważalnie rozwój genetyki również tego dokonał. Korzystając z jej osiągnięć koncentrowaliśmy się na wspieraniu zdrowia, biorąc pod uwagę własny indywidualny zestaw genów. To najbardziej rokujący kierunek mający zapewnić nam lepsze zdrowie i długowieczność. To oczywiste. Natomiast nieoczywiste jest zastosowanie metod genetycznych do śledzenia migracji ludzi w ujęciu historycznym. W 2012 roku udostępniono wyniki badań nad populacją europejską. Badania te były przeprowadzone niezależnie przez badaczy amerykańskich, angielskich i rosyjskich, i doprowadziły do zaskakujących wyników. Okazuje się, że ludność z terenu obecnej Polski, czyli de facto Polacy, zamieszkuje go od blisko 10 tysięcy lat. Czyli zaludnili te tereny po ustąpieniu lodowca.

Oficjalnie przyjęty pogląd historyczny mówił o tym, że kolejne ludy zasiedlały, rozwijały się, po czym znikały (zapadały w nicość), a ich miejsce zajmowały zupełnie inne o wyższym poziomie kultury technicznej. Wniosek ten został oparty o tzw. artefakty, czyli pozostałości dóbr materialnych, siłą rzecz zakłada, że te tereny zamieszkiwały kolejne społeczności niereformowalnych tumanów niezdolnych do jakichkolwiek innowacji.

By tę sytuację lepiej wyklarować podam przykład. Minęło kolejne 10 000 lat.  Archeolodzy badają tereny nad Wisłą. Opierając się na przedmiotach kluczowych w tym czasie dla egzystencji społecznej, czyli szczątkach samochodów, doszli do interesujących wniosków. Okazuje się, że w XX -XXI wieku na tych terenach miały miejsce dramatyczne przemiany społeczne. W latach 50-tych i 60-tych XX wieku był to prymitywny lud korzystający z nielicznych egzemplarzy, na dodatek zapożyczonych konstrukcji, o nazwie Warszawa. W latach 70-tych kraj gwałtownie i całkowicie został opanowany i zdominowany przez lud z Europy Południowej (Włochów), co potwierdza obecność małych i dużych Fiatów. O istnieniu walk narodowowyzwoleńczych świadczy obecność rodzimych Polonezów. Niestety, walk zakończonych fiaskiem, gdyż na przełomie stulecia doszło do dramatycznej inwazji z zachodu, z terenu Niemiec. Jednoznacznie świadczy o tym masowa obecność Volkswagenów, Audi, BMW, Opli i Mercedesów. By było ciekawiej, w tym czasie teren kraju musiał być szczególnie atrakcyjny, gdyż docierały tu także liczne watahy z dalekiego wschodu, tj. Korei. Masowo pojawiły się Hyundai, Kia, przejściowo Daewoo. Koreańczycy byli być może w sojuszu z Japonią, o czym świadczą liczne szczątki Toyot, Mitsubishi, Suzuki. Na podstawie badań tych artefaktów jako pewnik można uznać, że Polacy ze swoimi Polonezami przetrwali tylko w rezerwatach.

Wszystko zostało tak ładnie ułożone. Dotychczas wiedziałem, że nieco ponad 1000 lat temu nasi przodkowie zeszli z drzew lub wypełzli z ziemianek i zabrali się z wielkim trudem do budowania swojego państwa (a robili to z otwartymi japami na widok olśniewającej kultury zachodu).

Tylko zapyziałe tępaki nie stworzą żadnej kultury przez 9000 lat egzystencji. Rozglądam się wokół, ludzie wyglądają na całkiem rozsądnych i lotnych intelektualnie. Z tego wniosek, że skradziono nam większość naszej historii. Bardzo starej, bo teren obecnej Polski jest miejscem gdzie znaleziono najstarszy wizerunek koła. I nie osiągnięto tego siedząc w koronach drzew . http://www.bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm

Czasem prześlizguje się przez niedopatrzenie (w zafałszowaniu historii) wcześniejszy fragment w starych kronikach, a nawet ze strony najmniej spodziewanej, np. wykaz dynastii władców polskich w XIX-wiecznym dziele wydanym w Berlinie na temat rozbiorów Polski.

https://books.google.pl/books?id=nZgBAAAAQAAJ&pg=PR23&dq=wizimir.dk&hl=pl&sa=X&ei=L9kIVJzuHJSp7Aa494HgDQ&ved=0CEAQ6AEwBjhG#v=onepage&q&f=false

Cechą starej kultury jest ogromna indywidualizacja ludzi. Jak łatwo zauważyć, tego nam nie brakuje. Najprościej oprzeć się na ocenie dzieł rąk. Jaskrawie to widać w budownictwie. Porównajmy domy jakie budują Polacy z tymi, które są budowane w innych krajach. Porazi nas ich różnorodność. Każdy ma inny dach, inną formę. Jest dla nas oczywiste, że jeśli kupimy dom lub mieszkanie to natychmiast przystępujemy do remontu lub przebudowy. Lub też po zakończeniu budowy nowego domu zastanawiamy się, czy go nie zburzyć i nie wybudować na nowo w innej formie. W krajach ościennych liczne są zabytki w czystej nieskażonej formie. W Polsce zazwyczaj są wielokrotnie przebudowywane, narzucany po raz kolejny indywidualny charakter.

Indywidualistom trudno się dogadać. Z drugiej strony, gdy się zjednoczą….

(Mam takie wrażenie, że rozpowszechnianie na arenie międzynarodowej przekonania, że upadek muru berlińskiego stał się początkiem nowej epoki, ukradło nasze zasługi.)

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Gdy dzieci rodzą się do wojny…

Rzecz będzie o strachu.

Strach może należeć do najbardziej destrukcyjnych doświadczeń, szczególnie ten ukryty gdzieś w głębi naszej psychiki, nad którym nie mamy kontroli świadomości. Właśnie on może prowadzić do szybkiego rujnowania zdrowia. Nie myślę tu typowych chorobach związanych ze strachem tj. nerwicach lękowych, czy problemach z układem krążenia, które w ostatnich latach są stałym elementem naszej rzeczywistości. Chodzi mi tu przede wszystkim o strach, który spływa i zaburza rozwój dziecka w łonie matki.

Jest to naturalne, zrozumiałe i oczywiste,  że kobieta, a szczególnie w ciąży, ma dużą potrzebę poczucia bezpieczeństwa. Natomiast nasz świat tę potrzebę skutecznie zaburza między innymi dzięki manierze ludzi kreujących doniesienia w środkach masowego przekazu. Prześcigają się oni w przekazywaniu „atrakcyjnych” złych wiadomości. Następnie łańcuch „ludzi dobrej woli” „uzupełnia” to wszystko własnymi opiniami. Taka masywna selekcja informacji sprawia, że w oparciu o nią dochodzimy do wniosku, że otaczający świat jest permanentnie niebezpieczny, a naszej podświadomości odzwierciedla się skrzywiony obraz rzeczywistości i kreuje Imperium Strachu.

Nie bez znaczenia jest powszechny brak rzetelnej edukacji ekonomicznej, co w zderzeniu z ekspertami od zagospodarowywania zawartości kieszeni klientów (ich efektywnego opróżniania) powoduje poczucie zagrożenia podstaw egzystencji z powodu braku lub szybko rozpływających się pieniędzy.

To w jaki sposób postrzegamy świat natychmiast odzwierciedla się w naszym organizmie. Dosłownie. Dlatego przetrwaliśmy jako istoty biologiczne. Nieustannie mamy do czynienia z niezwykłą dynamiką ekspresji naszych genów uaktywniających się i/lub gaszących swoją aktywność w zależności od tego co się zmienia w otaczającym świecie i w naszej świadomości. Dla rozwijającego się w łonie matki dziecka właśnie matka jest otaczającym światem i kształtuje się ono w sposób najbardziej dostosowany  do otaczającej rzeczywistości. Jeśli matka jest przepełniona poczuciem zagrożenia i strachem, w jej łonie rozwijający się organizm dziecka przygotowuje się do walki, do wojny. Dziecko jest przezbrojone i przygotowane do odparcia zagrożeń. Po urodzeniu to „najeżenie się” w odniesieniu do świata wyzwala nieadekwatne do zaistniałego bodźca reakcje obronne. Tu upatruję przyczyny zmian zachowań dzieci określanych jako ADHD, coraz częstszych zachorowań na zapalenia skóry (AZS), łysienie plackowate, część reakcji alergicznych, niektóre postaci padaczki lekoopornej, a także autyzm.  Jestem zdania, że nadmierna mobilizacja sił obronnych oraz ich wypaczenie może zwrócić się przeciwko samemu organizmowi. W efekcie tego pojawiać się mogą choroby z autoagresji. Tak jak nasze decyzje podjęte pod wpływem strachu (gdy rozum śpi) są zazwyczaj błędne i destrukcyjne, tak reakcje obronne mogą być również błędne. Organizm atakuje sam siebie. Dopóki traktowałem autyzm jako zaburzenie rozwoju osobowości, efekty lecznicze były żadne. Dopiero po potraktowaniu go jako choroby z autoagresji, „czyli jako stan zapalny mózgu” sprawiło, że mali pacjenci zaczynają zdrowieć.

Mózg trzeba chronić. Dlatego trzeba go uruchomić, by się pozwolić na to, aby strach zamienił go w sieczkę.

Opublikowano zdrowie | Otagowano , , | Dodaj komentarz